Jutro mijają trzy miesiące odkąd zaczęłam blogować, dokładnie 28.02.2013r. napisałam pierwszego posta zatytułowanego "Złe dobrego początki" (link) dlatego nadszedł już czas na krótkie podsumowanie tego co było.
Do tej pory opublikowałam 27 postów, nie wiem czy to dużo czy mało, wiadomo jak to jest przy małym dziecku, raz mam więcej czasu na pisanie, częsciej mniej bo pochłaniają mnie domowe obowiązki, ale staram się pisać w miarę regularnir. Łączna liczba wyświetleń mojego bloga to obecnie 646 z czego jestem zadowolona, cieszę się, że wogóle ktoś czyta to co piszę. Najpopularniejsze posty jak do tej pory to:
- Molestowanie przez księdza (link)
- "12 rozmów o miłości. Rok po katastrofie" Joanna Racewicz (link)
- Buży biust problemem (link)
Myślę nad zmianą szablonu mojego bloga, ten już za bardzo mi się nie podoba ale na to muszę mieć więcej czasu. Chciałabym poznać wasze opinie, może jakieś rady dotyczące mojego bloga dlatego liczę na Wasze komentarze w tej sprawie, za które z góry dziękuję. Kolejne podsumowanie mam nadzieję za trzy miesiące...
Trochę czasu minęło odkąd napisałam pierwszego posta dotyczącego książek dla dzieci (link) w którym polecałam "Bambolandię".
Dziś chciałabym Wam polecić kolejną książkę, którą udało nam się przeczytać - "Piotruś Pan i Wendy", której autorem jest Barrie James Matthew. Chyba każdy wie o czym jest ta powieść, ponieważ poza wersją książkową jest również kilka ekranizacji, dlatego nie będę zbytnio na ten temat się rozpisywała... ale dla przypomnienia napiszę iż tytułowy bohater to chłopiec, który nie chce dorosnąć i przeżywa ciekawe przygody na wyspie o nazwie Nibylandia. Trójka rodzeństwa: Wendy, John i Michael zaprzyjaźniają się z latającym chłopcem oraz wróżką i też trafiają na wyspę. Jest tam również Kapitan Hak - ich wróg. Powieść zawiera elementy fantastyczne co jest jej dodatkowym atutem, książka zainteresują napewno nie jedno dziecko, dlatego zachęcam do przeczytania tej trochę zapomnianej ksiąszki z Waszymi dziećmi.
Dawno mnie nie było, dziś zresztą też tylko na chwilkę wpadłam... Anetkę coś męczy, w tamtym tygodniu miała gorączkę 39.5, poza tym innych jakiś widocznych objawów brak na szczęście w miarę szybko jej przeszło i skończyło się na jednej nieprzespanej nocy. W tym tygodniu chyba idą ząbki bo mała też marudna między innymi dlatego zbytnio nie mam wolnego czasu. Może jutro uda mi się napisać coś więcej. Pozdrawiam cieplutko w ten ponury dzień.
Dziś aż sama się zdziwiłam, że tak szybko mi to wszystko poszło, mąż ma drugie zmiany, więc wieczorną "walke" z dziećmi muszę toczyć sama. Chyba dochodzę do coraz większej wprawy. Na starszego najlepszą metodą jest wymęczenie go w ciągu dnia (spacer, wizyta na placu zabaw, itp.), ale dziś sama byłam zaskoczona, że aż tak szybko zasnął. Z mniejszą to różnie bywa, jeszcze jej nie "rozpracowałam". Czasami im bardziej jest zmęczona tym trudniej jest jej zasnąć ale tak już jest z małymi dziećmi, dlatego słowa rodziny, znajomych gdy dziecko zbytnio nie śpi w dzień: "przynajmniej będzie Ci lepiej spała w nocy" działają na mnie jak płachta na byka... Anetka ostatnio uwielbia się kąpać co też dużo ułatwia i z jej zasypianiem wieczorem jest już dużo lepiej niż było na początku.
Nadszedł już czas abyśmy wybrali się gdzieś razem z mężem bez dzieci. Córce przeszedł już etap bania się wszystkich i wkroczyła w nowy etap, w którym pójdzie prawie do każdego z czego jestem bardzo zadowolona. Postanowiliśmy to wykożystać, podrzucić dzieci babci i pójść z mężem do kina, ostatno byliśmy w kinie z synem jeszcze jak byłam w ciąży na animacji "Madagaskar 3" :-) Jednak powstał problem: na jaki film się wybrać? Szczerze to nie znalazłam nic co by mnie zachwyciło streszczeniem, więc jeszcze się zastanawiam co wybrać. Do wyboru mam między innymi:
- "Oszukane" - dramat, produkcja: Polska 2013
- "Przelotni kochankowie" - komedia, produkcja: Hiszpania 2013
- "Panaceum" - thriller/dramat sensacyjny, produkcja: USA 2013
- "Układ zamknięty" - thriller, produkcja: Polska 2013
Może byliście na którymś z tych filmów i możecie go polecić lub odradzić, albo zachęcić mnie do obejrzenia jakiegoś innego filmu, który aktualnie leci w kinach?
Dziś polecam kolejny przepis na coś na słodko - tym razem będą to ciasteczka drożdżowe z dżemem, proste i smaczne.
Składniki:
4 dkg drożdży
3 szkl. mąki (0,5 kg)
4 łyżki śmietany
1 margaryna
3 żółtka
cukier waniliowy
* dżem lub ser jako nadzienie
* białko i cukier na górę
Sposób przegotowania:
Wszystkie składniki połączyć, zarobić ciasto, rozwałkować, kroić kwadraty, dać dżem lub ser, złożyć na pół aby powstały trójkąty, miejsce złączenia można docisnąć widelcem aby było ładniej, ja zamiast kwadratów wycinam kółka szklanką i po złożeniu powstają jakby pierożki.
Następnie maczać w białku (uważać aby nie było za dużo, aby nie spływało) i cukrze. Piec do zarumienienia w temperaturze około 150-180 st.C.
W tym roku mamy aż trzy komunie w rodzinie, jedną już zaliczyliśmy w zeszłą niedzielę, zostały jeszcze dwie w przyszłą niedzielę, niestety rozdwoić się nie możemy, więc jakoś to będziemy musieć zorganizować, aby na jednej i na drugiej być. Najpierw planujemy jechać do mojej chrześnicy a po kilku godzinach do siostrzenicy męża. Nie będzie to łatwe i zbyt przyjemne z pięciomiesięcznym dzieckiem, ale jakoś będziemy musieli sobie poradzić. Najbardziej obawiam się jak będzie tam spała (bo oczywiście dziecko niewyspane = dziecko marudne) bo warunków raczej nie będzie miała, wiadomo że nie będziemy wszystkich uciszać bo dziecko śpi. Poprzednia komunia była w domu, impreza odbywała się na piętrze, więc Anetka spokojnie mogła zdrzemnąć się w pokoju na parterze.
Myślałam nad jakim prezentem przynajmniej dla mojej chrześnicy ale szczerze nic fajnego nie przyszło mi do głowy. Rower, rolki, kolczyki, łańcuszek odpadają... Jak na razie przystanęło na pieniądzach, ale może macie jakiś ciekawy pomysł na prezent komunijny? Nie koniecznie chodzi mi o jakiś drogi, wypasiony prezent, ale żeby miała jakąś fajną pamiątkę. I jeszcze jedno niedyskretne pytanie, oczywiście kto chce to odpowie: ile waszym zdaniem chrzestna czy chrzestny powinni dać na komunię?
Dziś Anetka kończy pięć miesięcy. Gdy się urodziła ważyła 4100g. teraz już prawie podwoiła swoją wagę, obecnie ma 7800g. Ząbków jeszcze nie ma, ale idą już od jakiegoś czasu i z niecierpliwością czekamy na jej pierwszy ząb. Dużo już potrafi i każdego dnia uczy się czegoś nowego, nie sprawia jej już problemu odwracanie się z pleców na brzuch i od kilku dni z uśmiechem na twarzy, jakby była z siebie dumna odwraca się z brzucha na plecy. Leżąc na brzuszku obraca się wokół własnej osi, sięga po zabawki i z łatwością chwyta je. Dużo się śmieje, uśmiecha gdy widzi znajome twarze lub mniej znajome, ale dla niej sympatyczne, sama nie wiem od czego to zależy czy ktoś jej się spodoba czy nie. Na starszego brata reaguje różnie, albo się do niego śmieje, albo na niego krzyczy ale to prawdopodobnie dlatego, że chce zwrócić na siebie jego uwagę. Nadal karmiona jest naturalnie, choć ostatnio zaczęła jeść kleik ryżowy z moim mlekiem (gdzieś wyczytałam, że na początku zamiast mleka modyfikowanego najlepiej odciągnąć swoje, którego smak dziecko zna), który bardzo jej smakuje i wszystko ładnie zjada dzięki czemu już lepiej śpi w nocy, na karmienie budzi się po jakiś 6-7 godzinach snu. Zmieniła również pozycja spania - ostatnio coraz częściej śpi na boku.
Dziś kończę 27 lat. Ale ten czas leci... Napisałabym, że do osiemnastki to jeszcze trochę się ciągnie, człowiek czeka aż będzie pełnoletni i głupio myśli, że z tą magiczną osiemnastką coś się zmieni na lepsze. Natomiast kolejne lata uciekają szybko. Sama nie mogę uwierzyć, że już dziewięć lat minęło od mojej osiemnastki. Dzień ucieka za dniem, tydzień za tygodniem a miesiąc za miesiącem i tak mijają lata, więc cieszmy się życiem i dążmy do spełnienia swoich marzeń, bo w końcu podobno marzenia się spełniają. Wykorzystujmy każdą chwilę w życiu i nie traćmy czasu na rzeczy mało ważne (często z perspektywy czasu nieważne).
Jak wiecie mam prawie 6-letniego synka i doświadczenia związane z czytaniem Jemu chciałabym dziś opisać.
Na początku skupiliśmy się na bajkach typu "Czerwony Kapturek", "Brzydkie kaczątko", "Pinokio", "Królewna Śnieżka", "Jaś i Małgosia", itp. Te bajki bardzo mu się podobały, czytaliśmy je kilka a może nawet kilkanaście razy aż po pewnym czasie znał je już prawie na pamięć, dlatego postanowiliśmy zacząć czytać coś innego i zdecydowaliśmy się na dłuższe książki, czytamy codziennie po kilka stron lub po rozdziale to zależy od długości.
Pierwszą książką była "Bambolandia", której autorką jest Małgorzata Musierowicz, tom zawiera trzy opowiadania o Bambolandii: "Ble-ble", "Kluczyk" oraz "Światełko". Książka jest ciekawa, lekko napisana, pełna ciepła i humoru, nie ma większych problemów aby już 5-letnie dziecko nią się zaciekawiło i ją zrozumiało. "Bambolandia" opowiada o smoku Bambolczyku, który oczywiście pochodzi z Bambolandii, oraz o Andrzeju, Zosi i Emilce - rodzeństwie z Poznania. Wspólnie przeżywają ciekawe i zabawne przygody, które zostały opisane właśnie w tej książce. Polecam.
Coś o kolejnych książkach napiszę innym razem. Jeśli macie jakieś książki do polecenia dla dzieci to piszcie w komentarzach, na pewno skorzystam z Waszych propozycji i poczytam z synkiem.