Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorobowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorobowo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 października 2016

Witamina D - witamina słońca

Ostatnio dużo słyszę o niedoborze witaminy D, w mediach stał się to temat dość popularny. Postanowiłam trochę na jej temat poczytać i zebrać najważniejsze informacje. Jeszcze ze szkoły pamiętam, że jest to witamina bardzo specyficzne z tego względu, że jest produkowana gdy skóra jest wystawiona na promienie słoneczne.

Światło słoneczne jest najlepszym sposobem na podniesienie poziomu witaminy D, jednak jak wiadomo w okresie jesienno-zimowym tego słońca w Polsce mamy bardzo mało, dlatego należy uzupełniać niedobory tej witaminy w inny sposób. Jeśli chodzi o produkty spożywcze zawierające witaminę D to należą do nich głównie ryby, takie jak: węgorz świeży, śledź marynowany lub w oleju, dorsz świeży, łosoś i makrela gotowane lub pieczone oraz tuńczyk i sardynki z puszki. Poza tym witaminę D możemy znaleźć w jajkach, serze żółtym i mleku. Kolejnym źródłem są oleje z wątroby ryb, jak na przykład olej z wątroby dorsza. Uzupełnienie niedoboru tej witaminy za pomocą diety jest bardzo trudne, nie wiem czy w ogóle jest to możliwe ponieważ każdego dnia musielibyśmy jeść głównie tłuste ryby.

Niedobór witaminy D może powodować:

  • krzywicę
  • osteoporozę
  • zwiększone ryzyko zachorowania na choroby serca i ammunologiczne, cukrzycę, nowotwory oraz demencję
  • złe funkcjonowanie układu nerwowego i mięśniowego
  • osłabienie odporności i zmniejszenie odporności

Mi głównie zależy na zwiększeniu odporności moich dzieciaków dlatego zaczęłam czytać na ten temat. Do tej pory witaminy D nie podawałam i chciałabym to zmienić. To znaczy Anetka pije Vibovit gdzie jest 2,5µg (100 j.m.) witaminy D, a Adamowi popdaję Moller's tran norweski zawierający 10µg (400 j.m.), czyli nie do końca świadomie coś tam dostają ;-) A jakie są normy? Za pomocą doktora Google znalazłam:

  • Noworodki i niemowlęta:
    • w wieku 0-6 miesięcy: 400 j.m./dobę (10 μg/dobę)
    • w wieku 6-12 miesięcy: 400-600 j.m./dobę (10- 15 μg/dobę)
  • Dzieci i młodzież: 600-1000 j.m./dobę (15-25 μg/dobę)
  • Dorośli: 800-2000 j.m./dobę (20-50 μg/dobę)
  • Kobiety w ciąży: 1500-2000 j.m./dobę (37,5-50 μg/dobę)
  • Wcześniaki: 400-800 j.m./dobę (10-20 μg/dobę)
  • Dzieci i młodzież otyła: 1200-2000 j.m./dobę (30-50 μg/dobę)
  • Dorośli otyli: 1600-4000 j.m./dobę, (40-100 μg/dobę)

Czyli Aneta dostaje zdecydowanie zbyt mało witaminy D, tym bardziej, że pije ją z wodą a to jest witamina rozpuszczalna w tłuszczach, tranu niestety nie tknie, więc pora udać się do apteki i poszukać czegoś odpowiedniego dla Niej a przy okazji dla mnie i męża.

Chciałam się Was zapytać czy podajecie swoim dzieciom witaminę D? Jeśli tak to w jakiej formie? Może mi doradzicie jakiś konkretny suplement odpowiedni dla 4-latki? A może poradzicie również coś dla osoby dorosłej? Z góry dziekuję za wszystkie odpowiedzi :-)

piątek, 15 kwietnia 2016

Mało optymistyczny post

Hmm... Obiecywałam, że będę pisała częściej ale znów długo mnie nie było... Niby Aneta chodzi do przedszkola, Adaś do szkoły a czasu wciąż mi brakuje, chyba jestem źle zorganizowana :-(

Ferie minęły, nawet nie chce mi się o nich pisać, wszystkich nas pozbierało, tylko mąż jakoś się trzymał, więc miało być miło i przyjemnie a wyszło jak zwykle.

Pogoda jest jaka jest... Jak tylko słońce świeci to staramy się korzystać z wiosny i wychodzić na zewnątrz...


A jak jest szaro, buro i ponuro to wymyślamy zabawy w domu, żeby się nie nudzić...


Poza tym szukam pracy i ponownie się odchudzam, po zimie niestety kilka kilogramów przybrałam, ale o tym w kolejnym poście...
Jeśli chodzi o Anety trzeci migdał to prawdopodobnie będzie do usunięcia jeśli problemy za słuchem do wakacji się nie skończą :-(

piątek, 5 lutego 2016

Witam po długiej przerwie

Dawno mnie nie było, dawno nie pisałam, dawno nie czytałam... Tak wyszło a może raczej nie wyszło, nie zamierzam się nad tym rozwodzić. Wracam mam nadzieję, że na dłużej :-)

Co u Was? 
Zapewne przeczytam jak tylko skończę pisać ten post. Mam nadzieję, że wszystko dobrze Wam się układa i dzieciaczki nie chorują zbyt często.

Co u mnie?
U mnie dobrze. 
Nie cudownie, nie wspaniale, nie wszystko dobrze, ale dobrze.
A skoro jest dobrze to nie ma na co narzekać i trzeba dążyć, żeby było wszystko dobrze, wspaniale, cudownie, itd.

Anetka już trzy lata skończyła, też Wam o tym nie pisałam przez tą moją "nieobecność". Zaraz poszukam jakiegoś zdjęcia to zobaczycie jaka z niej już duża dziewczyna...
O jest zdjęcie z urodzin:


W przedszkolu już jest dobrze, na początku były pewne problemy, pisałam o tym w poście Anetka kontra przedszkole, później było lepiej aż do dwutygodniowej przerwy z powodu problemów z pęcherzem, po której był problem z powrotem. Teraz jest dobrze, niedawno było przedstawienie z okazji Dnia Babci i Dziadka, byłam zaskoczona jak pięknie mówi wierszyki, śpiewa piosenki i tańczy, tym bardziej, że podczas pasowania na przedszkolaka stała i płakała a mi aż serce ściskało.
Jeśli chodzi o kwestie zdrowotne na razie z pęcherzem, nawracającym zakażeniem bakteryjnym drug moczowych jest lepiej, już 3 miesiące nie było z tym problemów (odpukać). 
Zaczęły się jednak problemy z trzecim migdałem - przerost migdałka gardłowego, był na tyle powiększony, że Anetka prawie nic nie słyszała, dostaliśmy od laryngologa aerozol do nosa w zawiesinie - Flixonase, i dopóki podawaliśmy jej ten lek było dobrze. Teraz jeszcze dostaliśmy inne krople na zmniejszenie migdała i zobaczymy co będzie dalej. Liczę na to, że nie trzeba będzie go usuwać chirurgicznie, ponieważ z tego co słyszałam i czytałam ten zabieg też nie zawsze pomaga. Postaram się coś więcej na ten temat napisać kiedyś w osobnym poście.

Adaś skończył w tamtym roku osiem lat i od września poszedł do drugiej klasy. Pierwsze półrocze ma już za sobą, to znaczy ferie zaczynają mu się dopiero 15 lutego (w tym roku nasze województwo ma je jako ostatnie) ale zebranie podsumowujące pierwszy semestr już było. Jestem z Niego bardzo dumna, wyniki ma bardzo dobre. Edukacja polonistyczna, matematyczna, środowiskowa i fizyczno-ruchowa została przez Niego w pełni opanowana, na najwyższym poziomie, a co mnie zdziwiło w edukacji artystycznej ma drobne niedociągnięcia.

Męża nadal mam tego samego ;-) W tym roku będziemy obchodzić piątą rocznicę ślubu a ja Go wciąż kocham i to coraz mocniej, liczę że On mnie też ;-) Niestety mąż nadal pracuje w systemie czterobrygadowym, co nie bardzo mi się podoba, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma :-) Na razie nie ma innego wyjścia. Ja powoli zaczynam się rozglądać za jakąś pracą. Jeśli coś uda mi się znaleźć to na pewno Wam napiszę :-*

środa, 29 października 2014

Kasza jaglana - naturalny antybiotyk i nie tylko...

Dużo od jakiegoś czasu mówi się o kaszy jaglanej, zachwalają ją w telewizji, internecie i innych mediach. U mnie w domu tej kaszy się nie używało, nie pamiętam aby kiedykolwiek mama coś z niej przyrządziła. Ja zaczęłam ją wykorzystywać dopiero jak na świat przyszedł Adaś, bardzo sporadycznie gotowałam dla niego zupki z jej dodatkiem. Gdy na świecie pojawiła się Anetka i już zajadała się zupkami bardzo często gotowałam jej taki rosołek z dodatkiem kaszy jaglanej. 

Słysząc tyle dobrego na temat tej kaszy zastanawiałam się jak ją przyrządzić, przygotować, co z niej zrobić aby wszyscy na tym skorzystali, tym bardziej, że Anetka już je obiady takie jak my. Pewnego razu jak Adaś jeszcze chodził do przedszkola w jadłospisie zobaczyłam: "zupa pomidorowa z kaszą jaglaną" i postanowiłam też spróbować. Teraz wszyscy od czasu do czasu jadamy kaszę jaglana, zwykle właśnie w zupie pomidorowej (mój mąż nawet stwierdził, że taka mu bardziej smakuje niż z ryżem), choć do zupy koperkowej również pasuje, jeśli ktoś nie próbował to polecam.
Co do samej kaszy jaglanej to ze względu na jej właściwości głównie zachęcałabym do podawania jej w okresie jesienno-zimowym, szczególnie podczas kataru.

A Wy jadacie kaszę jaglaną? Jeśli tak, to w jakich daniach? Może coś ciekawego polecicie?

Jeszcze na koniec, choć może od tego powinnam zacząć kilka słów o kaszy jaglanej. Jest to kasza z łuskanego ziarna prosa - jedna z najstarszych i najzdrowszych kasz, jedna z niewielu zasadotwórczych, nie zawiera glutenu, więc nie uczula. Wyróżnia ją najwyższa zawartością witamin z grupy B: B1, (tiaminy), B2 (ryboflawiny) i B6 (pirydoksyny) a także żelaza i miedzi. Posiada cenne właściwości antywirusowe oraz zmniejsza stan zapalny błon śluzowych dlatego jest dobrym naturalnym lekarstwem na katar. Pozytywnie wpływa na nasz organizm, między innym krzemionka w niej zawarta zapobiega odwapnieniu kości oraz korzystnie wpływa na włosy, skórę i paznokcie. Natomiast witamina E i lecytyny regulują poziom cholesterolu oraz mają pozytywny wpływ na pamięć i koncentrację.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Ospa wietrzna - ciąg dalszy

U nas już lepiej, Anetka przestała gorączkować, śpi lepiej i już nie jest taka marudna. Niestety w piątek musieliśmy ponownie odwiedzić przychodnię ponieważ prawdopodobnie roztarła krostkę na powiece i oczko było nad każone, w każdym razie bardzo jej spuchło i w czwartek prawie go nie otwierała.

Pani doktor przepisała kropelki do zakrapiania do tego oka - floxal (3x1), dodatkowo zapisała syropek żeby lepiej spała i przeciw świądowi - hydroxyzinum (3x3ml).
Przy okazji dowiedzieliśmy się, że przy ospie wietrznej nie należy zbijać gorączki za pomocą ibuprofenu tylko należy stosować paracetamol i prawdopodobnie dlatego nasze dzieciaki tak bardzo obsypało. Szkoda, że pan doktor, u którego byliśmy wcześniej nam o tym nie wspomniał wtedy napewno nie podawalibyśmy nurofenu :-(
Jeszcze poleciła nam piankę PoxClin do smarowania, bardzo fajna i praktyczniejsza w użyciu niż pudry, można wysmarować całe ciało i nie trzeba się bawić w smarowanie każdej krostki osobno, nie pozostawia białych śladów bo po rozsmarowaniu jest bezbarwna i fajnie się wchłania. Jest droższa i trudno ją znaleźć w aptekach (my chyba dopiero w piątej ją dostaliśmy), ale gdybym wcześniej o niej wiedziała na pewno przy Adasiu też bym ją stosowała.

Powoli wrazamy do normy, z dnia na dzień jest lepiej i to mnie cieszy :-)

środa, 4 czerwca 2014

Ospa wietrzna (2 dzieci x 2 tygodnie = 4 tygodnie uziemienia ;-))


Dawno mnie tu nie było ale chyba tytuł posta mów sam za siebie, zbytnio nie mam co tu dopowiadać... Poza tym, że jestem na półmetku 4-tygodniowego uziemienia, zmęczenia fizycznego i psychicznego, nieprzespanych nocy i ciągłego słuchania "mamo... swędzi mnie" (no Anetka nie będzie mówiła, że ją swędzi bo nie potrafi wyrazić tego słowami) to wszystko u mnie dobrze i mam nadzieję, że niedługo częściej uda mi się przynajmniej na blogu bywać ;-)

Zaczęło się dwa tygodnie temu, dokładnie w środę wieczorem Adaś dostał gorączkę i pojawiły się pierwsze plamki, później już było coraz gorzej... Obsypało go bardzo, krostki miał prawie wszędzie, nawet w buzi, na języku i podniebieniu. Cierpiał a my razem z Nim. Stosowaliśmy puder płynny z anestezyną, jednak później zmieniliśmy go na pudroderm, który naszym zdaniem okazał się lepszy, skuteczniejszy. Po kilku dniach oczywiście było już lepiej jak gorączka już nie męczyła Adasia i przestał dokuczać mu świąd. 

Wczoraj książkowo po prawie dwóch tygodniach (bez jednego dnia) u Anetki pojawiły się pierwsze krosty, gorączka i zapewne kolejne nieprzespane noce u nas... Myślałam, że wirus potraktuje ją trochę łagodniej ze względu na młody wiek, ale z tego co widzę to już ma sporo czerwonych plamek i pęcherzyków, najwięcej na głowie i pod pampersem.

środa, 14 maja 2014

Lakowanie - gdzie tu sens a gdzie logika?

Dziś kolejny (na razie drugi) post z cyklu "gdzie tu sens a gdzie logika?" ale coś czuję, że jak tak dalej pójdzie to będzie ich coraz więcej. Jeśli ktoś chce przeczytać pierwszy to serdecznie zapraszam - Przychodnia lekarska - gdzie tu sens a gdzie logika?

W sumie to sama nie wiem od czego zacząć i jak to napisać, żeby było w miarę zwięzłe i zrozumiałe. Więc zacznę od początku i postaram się nie rozwlekać tematu...
Adaś ma dwa zęby trzonowe szóste (tzw. szóstki) na górze, na dole mu jeszcze nie wyrosły ale te górne chciałam zalakować już teraz, jednak u dentysty okazało się, że najlepiej jak już będą wszystkie cztery, żeby od razu wszystkie na raz zrobić, ale nie w tym jest problem. Problem jest w tym, że Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) refunduje lakowanie (zabezpieczenie lakiem) zębów szóstych w ramach profilaktyki do ukończenia siódmego roku życia. 

Uważam to za bezsensowne wyznaczanie takiej granicy wieku i nie rozumiem dlaczego jeśli dziecko skończy 7 lat to za lakowanie zębów musi płacić... Czy to jego wina, że zęby wyszły mu trochę później i to ma być jakaś kara? A może jeśli wyszły później to będą zdrowsze? Wątpię! Dobrze, że za poród, który nie odbył się w planowanym terminie nie trzeba płacić ;-)

Adaś 24 lipca bieżącego roku kończy 7 lat i wątpię, że do tego czasu wyjdą mu "szóstki" na dole, dlatego zapewne będziemy musieli zapłacić za lakowanie, jeszcze będę musiała zadzwonić i się dopytać czy jest możliwość, aby teraz zalakować górne "szóstki" a później zapłacić tylko za te dolne i czy wtedy będzie taniej.

Uważam, że profilaktyka jest ważna i lepiej zapobiegać niż leczyć, szkoda że nie wszyscy tak sądzą i szukają oszczędności nie tam gdzie trzeba.

piątek, 25 kwietnia 2014

Kaszel, katar, alergia, alergolog, itp.

Też tak macie, że planujecie napisać post, a jak już wejdziecie na bloggera to zaczynacie przeglądać obserwowane blogi i jak już skończycie to jest już za późno, dziecko się budzi lub wena odeszła??? 
Ja tak mam od kilku dni, dlatego nowych postów brak, ale dziś już nigdzie nie wchodzę, nic nie przeglądam, więc może uda mi się napisać krótkiego posta, którego miałam już dawno napisać...

O Adasia alergii wspominałam już na pewno nie raz, ale teraz chciałabym zwięźle opisać jak to u nas było... Zaczęło się jak Adaś poszedł do przedszkola, w wieku trzech lat. Ciągły powracający kaszel, bezskuteczne syropki, ciągłe wizyty u lekarza, nieprzespane noce. Najbardziej dokuczał kaszel, suchy, duszący, przez dzień było w miarę, męczyło go jedynie jak wchodził z zimnego do ciepłego lub odwrotnie, gorzej było w nocy. Osłuchowo zawsze wszystko było dobrze, humor mu dopisywał, gorączki nie miał.

W końcu po ponad roku (z perspektywy czasu wiem, że za późno) dostaliśmy skierowanie do alergologa, na wizytę oczywiście musieliśmy czekać pół roku... Aaa... jeszcze najpierw byliśmy u laryngologa (o tej wizycie też mogłabym bardzo dużo napisać niestety negatywnego) i pulmonologa. No i tak sobie chodzimy średnio co pół roku do alergologa i nadal nic konkretnego nie wiemy. Testy skórne nic nie wykazują, spirometria wychodzi źle technicznie. Tyle, że Adaś ma przepisane lekarstwa: Xyzal (2x5ml), Singulair (1x1), w razie kataru Avamys, w razie kaszlu Ventolin, ewentualnie włączyć Flixotide.

Pamiętam jak się cieszyłam, że Adasiowi robią testy skórne, myślałam że wyjdzie coś konkretnego, będziemy wiedzieć czego unikać, na co uważać, co go uczula. Niestety nic nie wyszło... Podejrzewamy, zresztą od początku tak sądziliśmy, że to alergia na kurz i roztocza, bo dopada go zwykle jesienią i zimą (gdy zaczyna się sezon grzewczy), na wiosnę i w lecie raczej nie ma problemów z katarem czy kaszlem. Pani alergolog powiedziała, że prawdopodobnie tak jest, a na testach może nie wychodzić.

środa, 26 marca 2014

Wirusowe czy bakteryjne zapalenie gardła

Wszystko zaczęło się w nocy z wtorku na środę o czym już wspominałam w poście Śmiać się czy płakać? jak pisałam w czwartek byliśmy u lekarza, który zdiagnozował wirusowe zapalenie gardła i przepisał Neosine (3x5ml), Hasco Sept (4x2) i Chlorochinaldin (4x1). 

Niestety zbytnio Adasiowi się nie poprawiło, nadal miał gorączkę, około 38,5 stopni, gardło też go bolało, choć trochę mniej (kaszlu, kataru nie miał). Adaś nie należy do osób, które z byle powodu mają gorączkę, coś musi go poważnie pozbierać żeby ją miał, a przez cztery dni na okrągło to chyba jeszcze mu się nie zdarzyło, więc w sobotę po południu pojechaliśmy na pogotowie, żeby jeszcze raz go ktoś przebadał bo ile można jechać na Nurofenie. Na pogotowiu cały korytarz ludzi, więc udaliśmy się do szpitala, gdzie było znacznie mniej osób, tam go przebadali i pobrali krew do zbadania aby stwierdzić czy trzeba podać antybiotyk czy wystarczy to co ma. Niestety po 3 godzinach w szpitalu okazało się, że zapalenie gardła jest jednak bakteryjne a nie wirusowe i dostał antybiotyk - Zinnat 250 mg/5 ml (2x5ml). Wiem, że za granicą przeważnie robią dzieciom wymazy z gardła, aby stwierdzić czy chorobę powodują wirusy, czy też bakterie i wtedy trzeba podać antybiotyk, by pomóc organizmowi, szkoda że u nas jest inaczej.

Najgorsze były noce bo Adaś jak jest chory rzuca się po łóżku, mówi, krzyczy, stęka przez sen... Jak idzie do ubikacji to znajduje się w łazience lub w kuchni i tam zaczyna płakać a rano nic nie pamięta z tego co się działo.

Teraz jest już całkiem dobrze, do końca tygodnia Adaś ma jeszcze zostać w domu. Tak więc 9 lutego zaczęło się od szkarlatyny Adasia, później zapalenie oskrzeli Anetki a teraz bakteryjne zapalenie gardła... i tak choroby zmieniają się u nas do dziś, może od przyszłego tygodnia już będzie lepiej.

czwartek, 20 marca 2014

Śmiać się czy płakać?

We wtorek byliśmy z Anetką do kontroli, pani doktor powiedziała, że osłuchowo już jest wszystko dobrze, a w nocy z wtorku na środę Adaś dostał gorączkę i skarżył się na ból gardła, innych objawów brak, nie kaszle, nie ma kataru, więc dziś znów idziemy do lekarza bo gorączka cały czas się utrzymuje, oczywiście jeśli przestaje działać nurofen (około 38 stopni), zobaczymy co nam powie :-( Po szkarlatynie Adasia, Anetka miała zapalenie oskrzeli a teraz znów Adasia coś dopadło, jak nie jeden to drugi chory, ale co mi pozostało, muszę dać radę, jeszcze kilka ciężkich dni i nocy i mam nadzieję, że będzie lepiej...

Na zakończenie coś żeby było trochę optymistycznie...
Nie sądziłam, że kilka słów usłyszanych w szczerej rozmowie może tak zmienić moje nastawienie. Nie przypuszczałam, że aż tak optymistycznie mogą wpłynąć na mnie słowa, które wypowiedziała osoba, na której bardzo mi zależy. Miło czasami usłyszeć, że zmieniło się czyjeś życie na lepsze, że odkąd jestem On jest lepszym człowiekiem. Wiem, że kocha, ja też kocham ale po tym co usłyszałam zakochałam się ponownie - bo według mnie zakochanie i miłość to nie to samo...

piątek, 14 marca 2014

Znów chorobowo :-(

Dawno nic nie pisałam a to dlatego, że u nas znów chorobowo... Nie tak dawno Adaś uporał się ze szkarlatyną a teraz Anetkę dopadło - ponownie zapalenie oskrzeli :-(

Zaczęło się w ubiegłą sobotę, miała zły humor, gorszy apetyt i gorączkę około 38 stopni. Na początku kaszlała tylko podczas snu, więc doszło niewyspanie i jeszcze gorsze samopoczucie Anetki i jej rodziców :-( ciężko mi było słuchać jak dziecko kaszle i przez to się budzi a ja nie mogę jej pomóc.

W poniedziałek poszłyśmy do lekarza... okazało się, że to znów coś z oskrzelami, pani doktor przepisała Pulneo (3x11'), Flegaminę (2x3,5ml), Zyrtec (1x10' na noc), inhalacje za pomocą nebulizatora (Pulmicort - 2 ml + Berodual - 8') i ewentualnie na noc lek przeciwkaszlowy Sinecod (1x15') i kazała przyjść we wtorek aby zobaczyć czy jest lepiej czy gorzej. Niestety następnego dnie było jeszcze gorzej więc musieliśmy zastosować antybiotyk - Amoksiklav (2x3,5 ml) i dodatkowo Hasco Sept (3x2). Dziś byliśmy do kontroli, jest już dużo lepiej, ale jeszcze do wtorku mamy podawać antybiotyk i jeszcze raz się pokazać, żeby ją osłuchać. Mam nadzieję, że już wszystko będzie dobrze.

Teraz marzę o spokojnej nocy, żeby dzieciaczki nie chorowały przynajmniej przez miesiąc. Męczące fizycznie ale chyba głównie psychicznie są te choroby dzieci :-( Już nie wspominając o naszym życiu towarzyskim, jak nie Adaś jest chory, to Anetka lub mąż musi pracować nadliczbowe, jak tak dalej pójdzie to stanę się odludkiem ;-)

środa, 19 lutego 2014

Przychodnia lekarska - gdzie tu sens a gdzie logika?

Wiem, że zapewne nie w każdej przychodni tak jest i na pewno są inne, lepiej działające, itd. Dlatego też myślę nad przeniesieniem dzieci do jakiejś innej od dłuższego czasu, a z każdym telefonem, wizytą coraz bardziej się do tego przekonuję...

Nie zacznę od początku, tylko raczej od końca... Dziś dzwoniąc do przychodni, żeby zarejestrować się z Adasiem do lekarza, jak pamiętacie ma szkarlatynę (chorobę zakaźną) i niestety prawie po 10 dniach stosowania antybiotyku wysypka nadal jest, więc chciałam to skontrolować czy wszystko jest dobrze... ale wracając do mojego telefonu... dowiedziałam się, że nasza ulubiona (wydaje nam się najbardziej kompetentna, kontaktowa i miła) pani doktor przyjmuje dzieci chore od 8.00 do 9.00 i już nie ma wolnych miejsc, później do 11.00 przyjmuje dzieci zdrowe, ale udało nam się zapisać do innej lekarki na godzinę 9.30 :-) Przechodząc do sedna sprawy, w czym w ogóle jest problem i czego się czepiam. Chodzi mi o to, że obie panie przyjmują obok siebie, drzwi w drzwi, więc Adaś chory na szkarlatynę będzie sobie siedział spokojnie na krzesełku obok zdrowego dziecka, które przyszło na szczepienie, bilans, po skierowanie, jakąś receptę, itp. Mam nadzieję, że nikogo nie zarazi i liczę, że jak ja następnym razem pojadę ze zdrowym dzieckiem do przychodni to także się tam niczego nie nabawi.

Kolejnym problemem jest to, iż najlepiej rejestrować się do lekarza tydzień przed rozpoczęciem choroby dziecka (co oczywiście nie jest zbyt możliwe jeśli ktoś nie posiada zdolności przepowiadania przyszłości) lub ewentualnie pojawić się jak już dziecku samo przejdzie, oczywiście jeśli przejdzie i to nic poważnego. Dziś akurat mi się udało, jestem z siebie mega dumna, ale przeważnie wolny termin jest za jakieś trzy lub cztery dni.

Co do kompetencji i podejścia do pacjenta - do dziecka też mam zastrzeżenia, ale to nie do wszystkich lekarzy, więc na ten temat nie będę się wypowiadała.

Z jednej strony trochę mi szkoda teraz zmieniać przychodnię, z Adasiem chodziłam tam od urodzenia, Anetę też tam zapisałam... ale chyba tak będzie lepiej. Tylko muszę znaleźć tą lepszą, żeby nie okazała się gorsza od tej. I jak wiadomo nie tylko o organizację przychodni tu chodzi ale także o dobrego lekarza pediatrę.

piątek, 14 lutego 2014

Szkarlatyna (płonica)

Wszystko zaczęło się w niedzielę, choć pewnie trochę wcześniej, zapewne w przedszkolu, bo podejrzewam, że właśnie tam Adaś się zaraził. 
W każdym razie w niedzielę koło południa zaczął się skarżyć na ból brzucha i ból gardła, po południu do objawów doszła jeszcze gorączka, około 39 stopni i pogorszenie samopoczucia. Noc była ciężka, choć dopóki działał nurofen nie było tak źle. Rano znów Adaś miał gorączkę, do lekarza udało nam się umówić dopiero na wtorek po południu. W poniedziałek, po 24 godzinach, więc książkowo pojawiła się wysypka na całym ciele, Adaś był coraz słabszy, nie chciał jeść, skarżył się nadal na ból gardła i że mu zimno, nic dziwnego, gorączka zbytnio nie odpuszczała. Podejrzewaliśmy szkarlatynę, ponieważ objawy właśnie na nią wskazywała, a podobno w przedszkolu kilka dzieci w ostatnim czasie na nią chorowało. 
Mąż pojechał około 18 na pogotowie gdzie pani doktor potwierdziła nasze podejrzenia, przepisała antybiotyk - Amotaks 500mg/5ml i zaleciła podawać 3 razy dziennie, co 8 godzin po 4 ml. Już po pierwszej dawce antybiotyku było dużo lepiej, gorączka odpuściła i samopoczucie Adasia też było już dużo lepsze. 
Teraz już jest całkiem dobrze, wysypka powoli schodzi i wrócił dawny Adaś, choć nie ukrywam, że było ciężko.

piątek, 22 listopada 2013

Chorobowo

Mniej więcej od początku tygodnia u nas jak sam tytuł posta mówi - chorobowo :-( Wczoraj byłam z Anetką u lekarza, szłam tam z duszą na ramieniu jeśli pamiętacie moje wcześniejsze posty Zapalenie oskrzeli - mądra matka po szkodzieZapalenie oskrzeli - ciąg dalszy nastąpił :-( możecie się domyślić dlaczego... Na samą myśl, że Mała znów dostanie antybiotyk, znów będziemy się leczyć kilka tygodni miałam dreszcze. Na szczęście okazało się, że nie jest tak źle. Luźniejsze kupki mogą być spowodowane ząbkowaniem, w końcu wychodzą jej kolejne zęby, chyba wszystkie na raz ;-) Katar i kaszel też mogą być konsekwencją ząbkowania i osłabienia odporności. W każdym razem osłuchowo jest dobrze. Pani doktor przepisała nam na katar Nasivin 0,01% (3 x po jednej kropli), Syrop islandzki - w aptece nie było ale w zamian dostałam Junior-angin o podobnym składzie (3 x 2,5 ml) i na lużne kupki Dicoflor (2 x 1). Mam nadzieję, że wkrótce będzie lepiej.


Poza tym Adaś też jest zakatarzony i kaszle, mam nadzieję że to alergiczne, a nie jakieś choróbsko, dziś idzie do alergologa - zobaczymy co powie, do przedszkola chodzi, bo gorączki nie ma a samopoczucie mu dopisuje. Mąż też chory, faszeruje się różnymi lekami, mówić nie może ale do pracy oczywiście musi chodzić, dziś ostatni dzień (jedenasty dzień z rzędu i w końcu upragniony weekend).

Ja narazie się trzymam fizycznie napewno... psychicznie coraz gorzej...

piątek, 18 października 2013

Zapalenie oskrzeli - ciąg dalszy nastąpił :-(

20 września w poście "Zapalenie oskrzeli - madra matka po szkodzie" pisałam o Anetce i jej chorobie. Od tego czasu trochę jej przeszło, przestała "furczeć", jeszcze tylko trochę kaszlała...

Niestety tydzień temu w piątek pojawił się stan podgorączkowy i znów "furczenie" i kaszel, więc w poniedziałek ponownie udaliśmy się do lakarza, pani doktor powiedziała, że po antybiotyku to już napewno co innego, nie zapalenie oskrzeli, niestety po zbadaniu okazało się że to jednak zapalenie oskrzeli, dostała nowy antybiotyk AzitroLEK tym razem na pięć dni i znów flegaminę.

Dziś na szczęście już jest lepiej, jednak pojawił się jeszcze katar... Zakupiliśmy nebulizator i robimy inhalacje solą fizjologiczną, mam nadzieję, że to wszystko w końcu pomoże i Anetka wróci do zdrowia.

piątek, 20 września 2013

Zapalenie oskrzeli - mądra matka po szkodzie

W środę byliśmu u lekarza i usłyszeliśmy niemiłą wiadomość, że Anetka ma zapalenie oskrzeli :-( Jest mi głupio, wstyd i żałuję, że tak późno zdecydowaliśmy się na wizytę w przychodni...

Objawów prawie nie miała, od ponad tygodnia zdarzało się, że podczas oddychania słychać było taką jakby chrypkę, więc dla spokojności ducha postanowiliśmy ją przebadać, aby lekarz ją osłuchał no i diagnoza niemiło nas zaskoczyła. Innych objawów nie miała, no może poza tyrochę gorszym humorem... Kataru, kaszlu, gorączki - brak. Na brak apetytu czy wymioty też nie mogliśmy narzekać.


Pani doktor zbadała, stwierdziła, że to zapalenie oskrzeli, przepisała antybiotyk - ospamox oraz flegaminę, więc teraz się kurujemy. Wczoraj zaczęłam jej podawać lekarstwa i nie było większych problemów, jednak już dziś gdy się zorientowała co jej chcę dać zamknęła buzię i podanie antybiotyku nie było łatwe, gdy w końcu się udało i popiła go wodą, tak jak miała zrobić, zwróciła chyba wszystko albo tylko część - niedobrze.

Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej, trochę się tym martwię bo antybiotyk należy przyjmować co dwanaście godzin i pomijanie (wymiotowanie) dawek nie jest wskazane.