Wczoraj był taki dzień... Niby normalny poniedziałek, ale dla mnie był to dzień (sama nie wiem jakiego słowa użyć) beznadziejny, niekorzystny, dołujący...
Niby nic takiego się nie stało, ale czasami tak już mam, że mój optymizm znika a w zamian pojawia się pesymizm, też tak macie?
Wszystko widziałam w czarnych barwach. Stwierdziłam, że jestem beznadziejną matką, że za mało czasu poświęcam dzieciom, że nie jestem tak cierpliwa jak powinnam być. Siedzę w domu, nie pracuję, mój mąż nas utrzymuje a ja nie potrafię zająć się rodziną i domem tak jakbym chciała. Drażni mnie góra prasowania, z którą powinnam się uporać, denerwują mnie rzeczy nie na swoim miejscu, itp. Perfekcyjną panią domu to ja nie jestem. Nie potrafię wykorzystać czasu tak jakbym chciała. Łzy same napływały do oczu i gdyby nie moje dzieci, mąż i obowiązki to położyłabym się do łóżka i wypłakała w poduszkę, ale co by to dało...
Skąd ten pesymizm? Wszystko przez jeden telefon. W piątek byłam na rozmowie kwalifikacyjnej i w poniedziałek pani miała dzwonić czy dostanę tą pracę. Zadzwoniła, podziękowała za poświęcony czas i powiedziała, że dokonała wyboru innego kandydata. Nie byłam nastawiona, że dostanę tą pracę, ale jednak jakaś nadzieja była... Może nie z każdym wysłanym CV, ale na pewno z każdą kolejną rozmową o pracę mój optymizm topnieje a w głowie słyszę słowa mojej córki "chyba nigdy nie znajdziesz pracy", choć wiem, że jest jeszcze mała i tego do końca nie rozumie, nie chciała sprawić mi przykrości.
Dziś już jest lepiej, złe myśli oddaliły się, choć jeszcze nie zniknęły. Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie lepiej. Wiem, że ludzie mają gorsze problemy, wiem, że mam cudowne dzieci i wspaniałego męża, którzy mnie kochają. I wiem, że perfekcyjnie wysprzątane mieszkanie nie jest konieczne do szczęścia rodziny ;-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowo. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 6 grudnia 2016
czwartek, 3 listopada 2016
Kobiece rozmowy (odcinek 4) - zębowa wróżka, zupa barszczowa i obowiązki przedszkolaka
Anetka maluje coś farbami co bardzo ostatnio lubi, podchodzę do stolika i mówię:
- Jak Ty ładnie malujesz, widzę tu trawę, niebo... ślicznie. Chyba zostaniesz artystką.
Na co słyszę zaskakującą odpowiedz:
- No mogę, ale... ja planuję zostać ZĘBOWĄ WRÓŻKĄ.
Innego razu wracając z przedszkola pytam:
- Co mieliście dziś na obiad w przedszkolu?
- Zupę.
- Jaką?
- Barszczową z ziemniakami.
Ostatnio trochę ją podpuszczałam i mówię:
- Wiesz co Anetko? Miałabym ochotę na sernik. Upieczesz mi?
- Nie mogę jeszcze jestem troszeczkę za mała.
- Tylko troszeczkę?
- Tak.
- To do jutra trochę podrośniesz i możesz upiec ;-)
- NIE, jutro to ja muszę iść do przedszkola!
- Jak Ty ładnie malujesz, widzę tu trawę, niebo... ślicznie. Chyba zostaniesz artystką.
Na co słyszę zaskakującą odpowiedz:
- No mogę, ale... ja planuję zostać ZĘBOWĄ WRÓŻKĄ.
Innego razu wracając z przedszkola pytam:
- Co mieliście dziś na obiad w przedszkolu?
- Zupę.
- Jaką?
- Barszczową z ziemniakami.
Ostatnio trochę ją podpuszczałam i mówię:
- Wiesz co Anetko? Miałabym ochotę na sernik. Upieczesz mi?
- Nie mogę jeszcze jestem troszeczkę za mała.
- Tylko troszeczkę?
- Tak.
- To do jutra trochę podrośniesz i możesz upiec ;-)
- NIE, jutro to ja muszę iść do przedszkola!
poniedziałek, 24 października 2016
Witamina D - witamina słońca
Ostatnio dużo słyszę o niedoborze witaminy D, w mediach stał się to temat dość popularny. Postanowiłam trochę na jej temat poczytać i zebrać najważniejsze informacje. Jeszcze ze szkoły pamiętam, że jest to witamina bardzo specyficzne z tego względu, że jest produkowana gdy skóra jest wystawiona na promienie słoneczne.
Światło słoneczne jest najlepszym sposobem na podniesienie poziomu witaminy D, jednak jak wiadomo w okresie jesienno-zimowym tego słońca w Polsce mamy bardzo mało, dlatego należy uzupełniać niedobory tej witaminy w inny sposób. Jeśli chodzi o produkty spożywcze zawierające witaminę D to należą do nich głównie ryby, takie jak: węgorz świeży, śledź marynowany lub w oleju, dorsz świeży, łosoś i makrela gotowane lub pieczone oraz tuńczyk i sardynki z puszki. Poza tym witaminę D możemy znaleźć w jajkach, serze żółtym i mleku. Kolejnym źródłem są oleje z wątroby ryb, jak na przykład olej z wątroby dorsza. Uzupełnienie niedoboru tej witaminy za pomocą diety jest bardzo trudne, nie wiem czy w ogóle jest to możliwe ponieważ każdego dnia musielibyśmy jeść głównie tłuste ryby.
Niedobór witaminy D może powodować:
Światło słoneczne jest najlepszym sposobem na podniesienie poziomu witaminy D, jednak jak wiadomo w okresie jesienno-zimowym tego słońca w Polsce mamy bardzo mało, dlatego należy uzupełniać niedobory tej witaminy w inny sposób. Jeśli chodzi o produkty spożywcze zawierające witaminę D to należą do nich głównie ryby, takie jak: węgorz świeży, śledź marynowany lub w oleju, dorsz świeży, łosoś i makrela gotowane lub pieczone oraz tuńczyk i sardynki z puszki. Poza tym witaminę D możemy znaleźć w jajkach, serze żółtym i mleku. Kolejnym źródłem są oleje z wątroby ryb, jak na przykład olej z wątroby dorsza. Uzupełnienie niedoboru tej witaminy za pomocą diety jest bardzo trudne, nie wiem czy w ogóle jest to możliwe ponieważ każdego dnia musielibyśmy jeść głównie tłuste ryby.
Niedobór witaminy D może powodować:
- krzywicę
- osteoporozę
- zwiększone ryzyko zachorowania na choroby serca i ammunologiczne, cukrzycę, nowotwory oraz demencję
- złe funkcjonowanie układu nerwowego i mięśniowego
- osłabienie odporności i zmniejszenie odporności
Mi głównie zależy na zwiększeniu odporności moich dzieciaków dlatego zaczęłam czytać na ten temat. Do tej pory witaminy D nie podawałam i chciałabym to zmienić. To znaczy Anetka pije Vibovit gdzie jest 2,5µg (100 j.m.) witaminy D, a Adamowi popdaję Moller's tran norweski zawierający 10µg (400 j.m.), czyli nie do końca świadomie coś tam dostają ;-) A jakie są normy? Za pomocą doktora Google znalazłam:
- Noworodki i niemowlęta:
- w wieku 0-6 miesięcy: 400 j.m./dobę (10 μg/dobę)
- w wieku 6-12 miesięcy: 400-600 j.m./dobę (10- 15 μg/dobę)
- Dzieci i młodzież: 600-1000 j.m./dobę (15-25 μg/dobę)
- Dorośli: 800-2000 j.m./dobę (20-50 μg/dobę)
- Kobiety w ciąży: 1500-2000 j.m./dobę (37,5-50 μg/dobę)
- Wcześniaki: 400-800 j.m./dobę (10-20 μg/dobę)
- Dzieci i młodzież otyła: 1200-2000 j.m./dobę (30-50 μg/dobę)
- Dorośli otyli: 1600-4000 j.m./dobę, (40-100 μg/dobę)
Czyli Aneta dostaje zdecydowanie zbyt mało witaminy D, tym bardziej, że pije ją z wodą a to jest witamina rozpuszczalna w tłuszczach, tranu niestety nie tknie, więc pora udać się do apteki i poszukać czegoś odpowiedniego dla Niej a przy okazji dla mnie i męża.
Chciałam się Was zapytać czy podajecie swoim dzieciom witaminę D? Jeśli tak to w jakiej formie? Może mi doradzicie jakiś konkretny suplement odpowiedni dla 4-latki? A może poradzicie również coś dla osoby dorosłej? Z góry dziekuję za wszystkie odpowiedzi :-)
poniedziałek, 10 października 2016
Lepiej późno niż wcale - wakacje 2016
W poprzednim poście pisałam, że chciałabym podzielić się z Wami moimi wspomnieniami z wakacji. Postanowiłam, że opis będzie krótki a skupię się głównie na zdjęciach. Wakacje mieliśmy dość intensywne, Adaś jak zwykle większość czasu spędził poza domem, "porywali" Go dziadkowie, jak nie jedna babcia, to druga... no i jeszcze u prababci też był :-) My spędziliśmy dwa tygodnie na wsi, gdzie odpoczęliśmy od zgiełku i wyciszyliśmy się. Podoba była super, więc większość czasu byliśmy na zewnątrz, z czego dzieciaki były bardzo zadowolone, my zresztą też. Udało nam się trochę pozwiedzać, między innymi zwiedziliśmy kościół na wodzie w Zwierzyńcu, zamek w Pszczynie i odwiedziliśmy Śląskie Wesołe Miasteczko w Chorzowie. Zobaczcie sami...

poniedziałek, 3 października 2016
Na przekór pogodzie
Za oknem szaro, buro i ponuro... Pada, ciągle pada i z tego co prognozy przewidują nie szybko ma przestać. Mogłabym trochę ponarzekać na tą beznadziejną pogodę, ale po co? I tak to nic nie zmieni, a jak to mówią "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło".
Korzystając więc z tej dogodnej pogody, zaprowadziłam Anetkę do przedszkola, Adaś poszedł do szkoły a ja zasiadłam z gorącą herbatą przed laptopem, żeby zajrzeć po dłuuugiej przerwie na bloga - i jak się okazało przerwa była dłuższa niż myślałam.
Powracam do świata blogowania po raz n-ty i nawet nie zamierzam pisać, obiecywać, planować, że będę pisała częściej, regularniej, itp., ponieważ w moim przypadku kompletnie to się nie sprawdza. Piszę kiedy mam czas i ochotę, więc może jeszcze w tym tygodniu pojawi się nowy post a może za pół roku albo dłużej... Choć oczywiście w tym momencie planuję pisać częściej, tym bardziej, że już się "poświęciłam" i wprowadziłam drobne zmiany w szacie graficznej na blogu ;-) Jeszcze należałoby zrobić porządek w obserwowanych blogach, ale wszystko po kolei...
Co u mnie?
W wielkim skrócie, wakacje były udane (oczywiście planuję napisać coś więcej na tej temat w osobnym poście), od września wznowiłam poszukiwanie pracy i dobra wiadomości jest taka, że bezrobocie spada... poza tym więcej dobrych wiadomości odnośnie moich poszukiwań brak ;-) A... na razie dobry humor mnie nie opuszcza co też jest pozytywną informacją, przynajmniej dla mnie ;-) Pracy faktycznie jest sporo w naszym mieście, jednak głównie na produkcji w systemie trzyzmianowym, często czterobrygadowym a ja na taką pracę ze względu na dzieci nie mogę sobie pozwolić, niestety w moim/naszym przypadku w grę wchodzi praca jednozmianowa (7-15 lub 8-16). Poza tym nie ukrywam, że chciałabym zdobywać doświadczenie i pracować w swoim wyuczonym zawodzie.
Anetka chętnie wróciła do przedszkola po wakacjach, nawet w lipcu i sierpniu chciała chodzić, tęskniła za przedszkolem. Ale najważniejsze jest to, że poszła do średniaków więc początkiem września wszystkich z dumą informowała, że teraz jest już Średniakiem przez duże "Ś" a nie maluchem :-)
Adaś poszedł do trzeciej klasy co wiąże się z tym, że w tym roku szkolnym będzie miał I Komunię Świętą. W związku z tym już było małe zamieszanie, ponieważ u nas w parafii była zmiana proboszcza i do końca sierpnia nie było wiadomo w którą niedzielę będzie Komunia. Jak już tylko się dowiedzieliśmy to zaczęliśmy obdzwaniać lokale, w których byłaby możliwość zorganizowania przyjęcia (w naszym mieszkaniu niestety nie ma takiej możliwości, ponieważ na takim metrażu jaki mamy to 30 osób może i by się zmieściło, ale siedząc w rzędach na krzesłach ;-)). Dzwoniliśmy chyba do pięćdziesięciu miejsc, ale wszędzie słyszeliśmy to samo... Na kiedy? 14 maja? Niestety już wszystko mamy zarezerwowane. Ale po trzech dniach dzwonienia w końcu się udało i mamy... Czy to co chcieliśmy, nie wiemy, dowiemy się dopiero w maju czy będziemy zadowoleni, ale dużego wyboru i innego wyjścia nie mieliśmy.
Zapomniałabym o tym, że wracam do "walki" z moją wagą, więc trzymajcie za mnie kciuki :-)
Korzystając więc z tej dogodnej pogody, zaprowadziłam Anetkę do przedszkola, Adaś poszedł do szkoły a ja zasiadłam z gorącą herbatą przed laptopem, żeby zajrzeć po dłuuugiej przerwie na bloga - i jak się okazało przerwa była dłuższa niż myślałam.
Powracam do świata blogowania po raz n-ty i nawet nie zamierzam pisać, obiecywać, planować, że będę pisała częściej, regularniej, itp., ponieważ w moim przypadku kompletnie to się nie sprawdza. Piszę kiedy mam czas i ochotę, więc może jeszcze w tym tygodniu pojawi się nowy post a może za pół roku albo dłużej... Choć oczywiście w tym momencie planuję pisać częściej, tym bardziej, że już się "poświęciłam" i wprowadziłam drobne zmiany w szacie graficznej na blogu ;-) Jeszcze należałoby zrobić porządek w obserwowanych blogach, ale wszystko po kolei...
Co u mnie?
W wielkim skrócie, wakacje były udane (oczywiście planuję napisać coś więcej na tej temat w osobnym poście), od września wznowiłam poszukiwanie pracy i dobra wiadomości jest taka, że bezrobocie spada... poza tym więcej dobrych wiadomości odnośnie moich poszukiwań brak ;-) A... na razie dobry humor mnie nie opuszcza co też jest pozytywną informacją, przynajmniej dla mnie ;-) Pracy faktycznie jest sporo w naszym mieście, jednak głównie na produkcji w systemie trzyzmianowym, często czterobrygadowym a ja na taką pracę ze względu na dzieci nie mogę sobie pozwolić, niestety w moim/naszym przypadku w grę wchodzi praca jednozmianowa (7-15 lub 8-16). Poza tym nie ukrywam, że chciałabym zdobywać doświadczenie i pracować w swoim wyuczonym zawodzie.
Anetka chętnie wróciła do przedszkola po wakacjach, nawet w lipcu i sierpniu chciała chodzić, tęskniła za przedszkolem. Ale najważniejsze jest to, że poszła do średniaków więc początkiem września wszystkich z dumą informowała, że teraz jest już Średniakiem przez duże "Ś" a nie maluchem :-)
Adaś poszedł do trzeciej klasy co wiąże się z tym, że w tym roku szkolnym będzie miał I Komunię Świętą. W związku z tym już było małe zamieszanie, ponieważ u nas w parafii była zmiana proboszcza i do końca sierpnia nie było wiadomo w którą niedzielę będzie Komunia. Jak już tylko się dowiedzieliśmy to zaczęliśmy obdzwaniać lokale, w których byłaby możliwość zorganizowania przyjęcia (w naszym mieszkaniu niestety nie ma takiej możliwości, ponieważ na takim metrażu jaki mamy to 30 osób może i by się zmieściło, ale siedząc w rzędach na krzesłach ;-)). Dzwoniliśmy chyba do pięćdziesięciu miejsc, ale wszędzie słyszeliśmy to samo... Na kiedy? 14 maja? Niestety już wszystko mamy zarezerwowane. Ale po trzech dniach dzwonienia w końcu się udało i mamy... Czy to co chcieliśmy, nie wiemy, dowiemy się dopiero w maju czy będziemy zadowoleni, ale dużego wyboru i innego wyjścia nie mieliśmy.
Zapomniałabym o tym, że wracam do "walki" z moją wagą, więc trzymajcie za mnie kciuki :-)
środa, 18 maja 2016
Trzydzieści lat minęło jak jeden dzień...
29 kwietnia skończyłam trzydzieści lat i sama nie mogę w to uwierzyć jak czas szybko mija. Dzień ucieka za dniem, tydzień za tygodniem a miesiąc za miesiącem i tak mijają lata, więc cieszmy się życiem i dążmy do spełnienia swoich marzeń, bo w końcu podobno marzenia się spełniają. Wykorzystujmy każdą chwilę w życiu i nie traćmy czasu na rzeczy mało ważne (często z perspektywy czasu nieważne).
Jako trzydziestolatka jestem szczęśliwą mamą, mam dwójkę cudownych, mądrych i kochanych dzieci, które oczywiście czasami dają popalić ale dają mi przede wszystkim mnóstwo radości.
Jestem także szczęśliwą żoną, mam kochającego męża... Chciałabym coś więcej napisać, ale trudno wyrazić mi to słowami... Kocham Go, On mnie i to jest najważniejsze :-)
Obecnie jestem zadowolona z tego mojego życia, choć oczywiście mogłabym narzekać na to czego jeszcze mi brakuje, ale lepiej napiszę co chciałabym osiągnąć za pięć, dziesięć lat i do czego będę dążyła...
Na pewno chciałabym mieć stabilną pracę, w której będę się spełniała...
chciałabym mieć wraz z mężem mały biały domek (może nie koniecznie biały ;-))...
chciałabym, aby moje dzieci były zdrowe i szczęśliwe...
chciałabym (tu niestety jest wiele "jeśli") zostać mamą trzeci raz...
chciałabym ważyć jeszcze o 10 kg mniej ;-)
Chciałabym być przynajmniej tak szczęśliwa jak dziś i do tego będę dążyła!
Jako trzydziestolatka jestem szczęśliwą mamą, mam dwójkę cudownych, mądrych i kochanych dzieci, które oczywiście czasami dają popalić ale dają mi przede wszystkim mnóstwo radości.
Jestem także szczęśliwą żoną, mam kochającego męża... Chciałabym coś więcej napisać, ale trudno wyrazić mi to słowami... Kocham Go, On mnie i to jest najważniejsze :-)
Obecnie jestem zadowolona z tego mojego życia, choć oczywiście mogłabym narzekać na to czego jeszcze mi brakuje, ale lepiej napiszę co chciałabym osiągnąć za pięć, dziesięć lat i do czego będę dążyła...
Na pewno chciałabym mieć stabilną pracę, w której będę się spełniała...
chciałabym mieć wraz z mężem mały biały domek (może nie koniecznie biały ;-))...
chciałabym, aby moje dzieci były zdrowe i szczęśliwe...
chciałabym (tu niestety jest wiele "jeśli") zostać mamą trzeci raz...
chciałabym ważyć jeszcze o 10 kg mniej ;-)
Chciałabym być przynajmniej tak szczęśliwa jak dziś i do tego będę dążyła!
piątek, 15 kwietnia 2016
Mało optymistyczny post
Hmm... Obiecywałam, że będę pisała częściej ale znów długo mnie nie było... Niby Aneta chodzi do przedszkola, Adaś do szkoły a czasu wciąż mi brakuje, chyba jestem źle zorganizowana :-(
Ferie minęły, nawet nie chce mi się o nich pisać, wszystkich nas pozbierało, tylko mąż jakoś się trzymał, więc miało być miło i przyjemnie a wyszło jak zwykle.
Pogoda jest jaka jest... Jak tylko słońce świeci to staramy się korzystać z wiosny i wychodzić na zewnątrz...
A jak jest szaro, buro i ponuro to wymyślamy zabawy w domu, żeby się nie nudzić...
Poza tym szukam pracy i ponownie się odchudzam, po zimie niestety kilka kilogramów przybrałam, ale o tym w kolejnym poście...
Jeśli chodzi o Anety trzeci migdał to prawdopodobnie będzie do usunięcia jeśli problemy za słuchem do wakacji się nie skończą :-(
Ferie minęły, nawet nie chce mi się o nich pisać, wszystkich nas pozbierało, tylko mąż jakoś się trzymał, więc miało być miło i przyjemnie a wyszło jak zwykle.
Pogoda jest jaka jest... Jak tylko słońce świeci to staramy się korzystać z wiosny i wychodzić na zewnątrz...
A jak jest szaro, buro i ponuro to wymyślamy zabawy w domu, żeby się nie nudzić...
Poza tym szukam pracy i ponownie się odchudzam, po zimie niestety kilka kilogramów przybrałam, ale o tym w kolejnym poście...
Jeśli chodzi o Anety trzeci migdał to prawdopodobnie będzie do usunięcia jeśli problemy za słuchem do wakacji się nie skończą :-(
piątek, 5 lutego 2016
Witam po długiej przerwie
Dawno mnie nie było, dawno nie pisałam, dawno nie czytałam... Tak wyszło a może raczej nie wyszło, nie zamierzam się nad tym rozwodzić. Wracam mam nadzieję, że na dłużej :-)
Co u Was?
Zapewne przeczytam jak tylko skończę pisać ten post. Mam nadzieję, że wszystko dobrze Wam się układa i dzieciaczki nie chorują zbyt często.
Co u mnie?
U mnie dobrze.
Nie cudownie, nie wspaniale, nie wszystko dobrze, ale dobrze.
A skoro jest dobrze to nie ma na co narzekać i trzeba dążyć, żeby było wszystko dobrze, wspaniale, cudownie, itd.
Anetka już trzy lata skończyła, też Wam o tym nie pisałam przez tą moją "nieobecność". Zaraz poszukam jakiegoś zdjęcia to zobaczycie jaka z niej już duża dziewczyna...
O jest zdjęcie z urodzin:
W przedszkolu już jest dobrze, na początku były pewne problemy, pisałam o tym w poście Anetka kontra przedszkole, później było lepiej aż do dwutygodniowej przerwy z powodu problemów z pęcherzem, po której był problem z powrotem. Teraz jest dobrze, niedawno było przedstawienie z okazji Dnia Babci i Dziadka, byłam zaskoczona jak pięknie mówi wierszyki, śpiewa piosenki i tańczy, tym bardziej, że podczas pasowania na przedszkolaka stała i płakała a mi aż serce ściskało.
Jeśli chodzi o kwestie zdrowotne na razie z pęcherzem, nawracającym zakażeniem bakteryjnym drug moczowych jest lepiej, już 3 miesiące nie było z tym problemów (odpukać).
Zaczęły się jednak problemy z trzecim migdałem - przerost migdałka gardłowego, był na tyle powiększony, że Anetka prawie nic nie słyszała, dostaliśmy od laryngologa aerozol do nosa w zawiesinie - Flixonase, i dopóki podawaliśmy jej ten lek było dobrze. Teraz jeszcze dostaliśmy inne krople na zmniejszenie migdała i zobaczymy co będzie dalej. Liczę na to, że nie trzeba będzie go usuwać chirurgicznie, ponieważ z tego co słyszałam i czytałam ten zabieg też nie zawsze pomaga. Postaram się coś więcej na ten temat napisać kiedyś w osobnym poście.
Adaś skończył w tamtym roku osiem lat i od września poszedł do drugiej klasy. Pierwsze półrocze ma już za sobą, to znaczy ferie zaczynają mu się dopiero 15 lutego (w tym roku nasze województwo ma je jako ostatnie) ale zebranie podsumowujące pierwszy semestr już było. Jestem z Niego bardzo dumna, wyniki ma bardzo dobre. Edukacja polonistyczna, matematyczna, środowiskowa i fizyczno-ruchowa została przez Niego w pełni opanowana, na najwyższym poziomie, a co mnie zdziwiło w edukacji artystycznej ma drobne niedociągnięcia.
Męża nadal mam tego samego ;-) W tym roku będziemy obchodzić piątą rocznicę ślubu a ja Go wciąż kocham i to coraz mocniej, liczę że On mnie też ;-) Niestety mąż nadal pracuje w systemie czterobrygadowym, co nie bardzo mi się podoba, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma :-) Na razie nie ma innego wyjścia. Ja powoli zaczynam się rozglądać za jakąś pracą. Jeśli coś uda mi się znaleźć to na pewno Wam napiszę :-*
Co u Was?
Zapewne przeczytam jak tylko skończę pisać ten post. Mam nadzieję, że wszystko dobrze Wam się układa i dzieciaczki nie chorują zbyt często.
Co u mnie?
U mnie dobrze.
Nie cudownie, nie wspaniale, nie wszystko dobrze, ale dobrze.
A skoro jest dobrze to nie ma na co narzekać i trzeba dążyć, żeby było wszystko dobrze, wspaniale, cudownie, itd.
Anetka już trzy lata skończyła, też Wam o tym nie pisałam przez tą moją "nieobecność". Zaraz poszukam jakiegoś zdjęcia to zobaczycie jaka z niej już duża dziewczyna...
O jest zdjęcie z urodzin:
W przedszkolu już jest dobrze, na początku były pewne problemy, pisałam o tym w poście Anetka kontra przedszkole, później było lepiej aż do dwutygodniowej przerwy z powodu problemów z pęcherzem, po której był problem z powrotem. Teraz jest dobrze, niedawno było przedstawienie z okazji Dnia Babci i Dziadka, byłam zaskoczona jak pięknie mówi wierszyki, śpiewa piosenki i tańczy, tym bardziej, że podczas pasowania na przedszkolaka stała i płakała a mi aż serce ściskało.
Jeśli chodzi o kwestie zdrowotne na razie z pęcherzem, nawracającym zakażeniem bakteryjnym drug moczowych jest lepiej, już 3 miesiące nie było z tym problemów (odpukać).
Zaczęły się jednak problemy z trzecim migdałem - przerost migdałka gardłowego, był na tyle powiększony, że Anetka prawie nic nie słyszała, dostaliśmy od laryngologa aerozol do nosa w zawiesinie - Flixonase, i dopóki podawaliśmy jej ten lek było dobrze. Teraz jeszcze dostaliśmy inne krople na zmniejszenie migdała i zobaczymy co będzie dalej. Liczę na to, że nie trzeba będzie go usuwać chirurgicznie, ponieważ z tego co słyszałam i czytałam ten zabieg też nie zawsze pomaga. Postaram się coś więcej na ten temat napisać kiedyś w osobnym poście.
Adaś skończył w tamtym roku osiem lat i od września poszedł do drugiej klasy. Pierwsze półrocze ma już za sobą, to znaczy ferie zaczynają mu się dopiero 15 lutego (w tym roku nasze województwo ma je jako ostatnie) ale zebranie podsumowujące pierwszy semestr już było. Jestem z Niego bardzo dumna, wyniki ma bardzo dobre. Edukacja polonistyczna, matematyczna, środowiskowa i fizyczno-ruchowa została przez Niego w pełni opanowana, na najwyższym poziomie, a co mnie zdziwiło w edukacji artystycznej ma drobne niedociągnięcia.
Męża nadal mam tego samego ;-) W tym roku będziemy obchodzić piątą rocznicę ślubu a ja Go wciąż kocham i to coraz mocniej, liczę że On mnie też ;-) Niestety mąż nadal pracuje w systemie czterobrygadowym, co nie bardzo mi się podoba, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma :-) Na razie nie ma innego wyjścia. Ja powoli zaczynam się rozglądać za jakąś pracą. Jeśli coś uda mi się znaleźć to na pewno Wam napiszę :-*
poniedziałek, 21 września 2015
poniedziałek, 7 września 2015
Aneta kontra przedszkole
Jak już pisałam w czerwcu Anetka po długich trudach, nerwach i rekrutacji uzupełniającej dostała się do przedszkola. Wakacje szybko minęły (jak zwykle to co dobre szybko się kończy) i przyszedł czas na nowe wyzwania. Na razie jest ciężko, nie ma co ukrywać ale trzymamy się dzielnie. Pierwszy tydzień mamy już za sobą.
1 września (wtorek)
Anetka chętnie idzie do przedszkola do momentu aż ma wejść do sali, minę ma niemrawą bo dzieci płaczą, ale żegna się ze mną i idzie się bawić. Gdy Ją odbieramy nie wie czy ma się cieszyć czy płakać.
2 września (środa)
Anetka już nie tak chętnie idzie do przedszkola ale trzyma się dzielnie, wchodzę z Nią do sali, dzieci płaczą, więc Ona też zaczyna trzymając się mnie kurczowo, wychodzimy na korytarz, żeby się uspokoiła, udaje się. Wchodzimy ponownie do sali, Anetka znów w płacz, ale wyjścia nie ma pani ją przytrzymuje a ja "uciekam" ze łzami w oczach, na szczęście przy córce trzymałam się dzielnie. W południe przychodzę po nią z mężem, widzimy jak zajada obiad, staramy się jej nie pokazywać żeby ładnie dojadła, ale udaje Jej się nas dostrzec. Podchodzi do nas, więc jej mówię, żeby dojadła a my tu na Nią poczekamy, z uśmiechem na twarzy wraca do sali aby dokończyć jedzenie. Bardzo się tym podbudowałam, co dało mi motywację i siłę aby następnego dnia znów ją odprowadzić.
3 września (czwartek)
Anetka nie chce iść do przedszkola, ale cóż nam pozostało, idziemy dzielnie. Płacz już jest w szatni na dole, w sali także inne dzieci płaczą, Anetka też, rozstajemy się bez zbędnych ceregieli. W południe jak ją odbieramy znów je spokojnie obiad.
4 września (piątek)
Anetka oczywiście nie chce iść do przedszkola, ale jest mokro, więc ubieramy kalosze i dzięki nim (Anetka bardzo lubi kalosze) wychodzimy z domu. O dziwo w szatni nie ma płaczu, wchodzimy po schodach, Anetce zbiera się na płacz, więc ją zagaduje i przypominam co mi obiecała, w sali dzieci nie płaczą, Anetka też się trzyma dzielnie, choć zadowolona nie jest.
5 września (sobota)
Przedszkol jest zamknięty.
6 wrześnie (niedziela)
Przedszkol jest zamknięty.
7 września (poniedziałek)
- Przedszkol jest zamknięty?
- Nie Anetko, dziś jeż przedszkole jest otwarte, więc idziemy do przedszkola.
Nie zbyt chętnie ale bez płaczu Anetka idzie do przedszkola, w szatni trochę marudzi przed salą ma niemrawą minę, ale sama wchodzi do sali i idzie w kierunku pani...
Oby było coraz lepiej, musi być lepiej... Bałam się tych pierwszych dni, bałam się tego poniedziałku po dwóch dniach przerwy, ale nie było źle :-)
1 września (wtorek)
Anetka chętnie idzie do przedszkola do momentu aż ma wejść do sali, minę ma niemrawą bo dzieci płaczą, ale żegna się ze mną i idzie się bawić. Gdy Ją odbieramy nie wie czy ma się cieszyć czy płakać.
2 września (środa)
Anetka już nie tak chętnie idzie do przedszkola ale trzyma się dzielnie, wchodzę z Nią do sali, dzieci płaczą, więc Ona też zaczyna trzymając się mnie kurczowo, wychodzimy na korytarz, żeby się uspokoiła, udaje się. Wchodzimy ponownie do sali, Anetka znów w płacz, ale wyjścia nie ma pani ją przytrzymuje a ja "uciekam" ze łzami w oczach, na szczęście przy córce trzymałam się dzielnie. W południe przychodzę po nią z mężem, widzimy jak zajada obiad, staramy się jej nie pokazywać żeby ładnie dojadła, ale udaje Jej się nas dostrzec. Podchodzi do nas, więc jej mówię, żeby dojadła a my tu na Nią poczekamy, z uśmiechem na twarzy wraca do sali aby dokończyć jedzenie. Bardzo się tym podbudowałam, co dało mi motywację i siłę aby następnego dnia znów ją odprowadzić.
3 września (czwartek)
Anetka nie chce iść do przedszkola, ale cóż nam pozostało, idziemy dzielnie. Płacz już jest w szatni na dole, w sali także inne dzieci płaczą, Anetka też, rozstajemy się bez zbędnych ceregieli. W południe jak ją odbieramy znów je spokojnie obiad.
4 września (piątek)
Anetka oczywiście nie chce iść do przedszkola, ale jest mokro, więc ubieramy kalosze i dzięki nim (Anetka bardzo lubi kalosze) wychodzimy z domu. O dziwo w szatni nie ma płaczu, wchodzimy po schodach, Anetce zbiera się na płacz, więc ją zagaduje i przypominam co mi obiecała, w sali dzieci nie płaczą, Anetka też się trzyma dzielnie, choć zadowolona nie jest.
5 września (sobota)
Przedszkol jest zamknięty.
6 wrześnie (niedziela)
Przedszkol jest zamknięty.
7 września (poniedziałek)
- Przedszkol jest zamknięty?
- Nie Anetko, dziś jeż przedszkole jest otwarte, więc idziemy do przedszkola.
Nie zbyt chętnie ale bez płaczu Anetka idzie do przedszkola, w szatni trochę marudzi przed salą ma niemrawą minę, ale sama wchodzi do sali i idzie w kierunku pani...
Oby było coraz lepiej, musi być lepiej... Bałam się tych pierwszych dni, bałam się tego poniedziałku po dwóch dniach przerwy, ale nie było źle :-)
sobota, 4 lipca 2015
Wakacje (część 1)
Wakacje rozpoczęte. Spokojnie, ale pozytywnie :-)
Pogoda dopisuje, na razie jak wspominałam we wcześniejszym poście Adaś chodzi na półkolonie, więc do wykorzystania zostają nam głównie popołudnia. Spacerujemy, zwiedzamy place zabaw i inne atrakcje w poszukiwaniu cienia i ochłody ;-)
Nadrabiam zaległości w robieniu zdjęć i kręceniu filmików, aby było co wspominać jak już minie ten błogi czas...
Pogoda dopisuje, na razie jak wspominałam we wcześniejszym poście Adaś chodzi na półkolonie, więc do wykorzystania zostają nam głównie popołudnia. Spacerujemy, zwiedzamy place zabaw i inne atrakcje w poszukiwaniu cienia i ochłody ;-)
Nadrabiam zaległości w robieniu zdjęć i kręceniu filmików, aby było co wspominać jak już minie ten błogi czas...
sobota, 27 czerwca 2015
Wakacje :-)
Wczoraj było zakończenie roku szkolnego. Adaś zakończył pierwszy rok swojej edukacji w szkole (wciąż nie mogę w to uwierzyć, że to dziesięć miesięcy tak szybko minęło) i jestem z Niego bardzo dumna. Dobrze się uczy i jak na razie nie ma z Nim większych problemów, no może poza pojedynczymi uwagami z zachowania na początku.
Jeszcze nie wiem jak spędzimy wakacje, na pewno przez pierwsze dwa tygodnie Adaś będzie chodził na półkolonię. Czy gdzieś pojedziemy, tego niestety jeszcze nie wiemy... Jest wiele czynników, które o tym zadecydują, między innymi nasze finanse i zdrowie Anetki. Niedawno skończyła drugi antybiotyk bo po zapaleniu oskrzeli przyszło zapalenie układu moczowego z którym jeszcze do końca się nie uporaliśmy :-(
Nawet jeśli wakacje będziemy spędzać w domu, nawet jeśli przez ich większość mój mąż będzie pracował po dwanaście godzin chciałabym aktywnie spędzić je z dziećmi (wyjścia, wyjazdy, wycieczki). Przypuszczam, że będą to jedne z moich ostatnich wakacji, które będę mogła przez dwa miesiące spędzić z dziećmi, oczywiście jeśli znajdę pracę po tym jak Anetka już zaaklimatyzuje się w przedszkolu.
Relacje zapewne w wolnym czasie będą pojawiały się na blogu, a Wam życzę udanych, zdrowych, radosnych wakacji. Cieszcie się sobą bo to jest najważniejsze i zostaje w pamięci na długo.
Jeszcze nie wiem jak spędzimy wakacje, na pewno przez pierwsze dwa tygodnie Adaś będzie chodził na półkolonię. Czy gdzieś pojedziemy, tego niestety jeszcze nie wiemy... Jest wiele czynników, które o tym zadecydują, między innymi nasze finanse i zdrowie Anetki. Niedawno skończyła drugi antybiotyk bo po zapaleniu oskrzeli przyszło zapalenie układu moczowego z którym jeszcze do końca się nie uporaliśmy :-(
Nawet jeśli wakacje będziemy spędzać w domu, nawet jeśli przez ich większość mój mąż będzie pracował po dwanaście godzin chciałabym aktywnie spędzić je z dziećmi (wyjścia, wyjazdy, wycieczki). Przypuszczam, że będą to jedne z moich ostatnich wakacji, które będę mogła przez dwa miesiące spędzić z dziećmi, oczywiście jeśli znajdę pracę po tym jak Anetka już zaaklimatyzuje się w przedszkolu.
Relacje zapewne w wolnym czasie będą pojawiały się na blogu, a Wam życzę udanych, zdrowych, radosnych wakacji. Cieszcie się sobą bo to jest najważniejsze i zostaje w pamięci na długo.
środa, 24 czerwca 2015
Kobiece rozmowy (odcinek 3) - FLAGACZKA
Idziemy z Anetką po Adasia, nagle słyszę jak Anetka zaaferowana mówi:
- Mamo, mamo... patrz! Flagaczka! Adaś też ma taką flagaczkę w domu...
Myślę...
Myślę...
Że co? Jaka flagaczka?
I nagle olśnienie...
- A... Flagę, tak Adaś też ma w domu flagę - odpowiadam.
Ostatnio mała gaduła zaczęła nam wszystko zdrabniać i nie wiem skąd się jej to wzięło bo u nas w domu raczej nawet jak była niemowlakiem to mówiliśmy do niej normalnie, bez przesadnego zdrobniania...
- Mamo, mamo... patrz! Flagaczka! Adaś też ma taką flagaczkę w domu...
Myślę...
Myślę...
Że co? Jaka flagaczka?
I nagle olśnienie...
- A... Flagę, tak Adaś też ma w domu flagę - odpowiadam.
Ostatnio mała gaduła zaczęła nam wszystko zdrabniać i nie wiem skąd się jej to wzięło bo u nas w domu raczej nawet jak była niemowlakiem to mówiliśmy do niej normalnie, bez przesadnego zdrobniania...
niedziela, 21 czerwca 2015
Udało się
Anetka została przyjęta do przedszkola, umowa została już podpisana. O moich obawach pisałam już w poście Rekrutacja uzupełniająca do przedszkoli.
Teraz pozostaje nam czekać na wrzesień, zobaczymy jak to będzie. Staram się być optymistycznie do tego wszystkiego nastawiona, skoro ją przyjęli to widocznie tak miało być. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to niedługo zacznę szukać pracy...
Czekają nas duże zmiany ale szczerze to po trzech latach siedzenia w domu chciałabym wrócić do ludzi...
Teraz pozostaje nam czekać na wrzesień, zobaczymy jak to będzie. Staram się być optymistycznie do tego wszystkiego nastawiona, skoro ją przyjęli to widocznie tak miało być. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to niedługo zacznę szukać pracy...
Czekają nas duże zmiany ale szczerze to po trzech latach siedzenia w domu chciałabym wrócić do ludzi...
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Rekrutacja uzupełniająca do przedszkoli
Niestety musieliśmy skorzystać z rekrutacji uzupełniającej do przedszkola, w pierwszym etapie Anetka się nie dostała o czym już wspominałam w poście "Witam ponownie".
Wyniki będą w środę. To głupie, ale się boję...
Z jednej strony się obawiam, że Aneta się nie dostanie, ponieważ nie ma żadnych punktów, nie jest pięciolatkiem ani nawet czterolatkiem (w listopadzie skończy trzy lata), Adaś - jej brat już chodzi do pierwszej klasy a nie do przedszkola a ja nie pracuję... Ci co przechodzili przez rekrutację zapewne wiedzą o czym piszę a pozostałym krótko wyjaśnię iż między innymi za to że kandydat ma pięć lub cztery lata, jego rodzeństwo uczęszcza do przedszkola lub oboje rodziców pracuje dziecko otrzymuje punkty i im więcej punktów tym większe szanse, że dostanie się do wybranego przedszkola.
Z drugiej strony boję się, że Aneta dostanie się do przedszkola i od września będzie tam chodziła (to dopiero jest głupie - wiem). Aneta prawie cały czas jest ze mną i wiem, że dla Niej to nie będzie łatwe, dla mnie zresztą też... Nie chcę patrzeć jak płacze... Nie chcę zostawiać jej tam i wychodzić gdy Ona jeszcze nie do końca to wszystko rozumie i chce być ze mną... Niestety to moja wina (może po części mojego męża), że Aneta przed dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu jest ze mną i sporadycznie zdarzy się, że zostanie z tatą na kilka godzin lub z dziadkami. Więc jeśli Anetka dostanie się do przedszkola będę miała niecałe trzy miesiące na "odseparowanie" jej ode mnie.
Kończę bo zaczynam się coraz bardziej tym wszystkim dołować :-(
Za dwa dni wyniki rekrutacji...
P.S. Czy warto zacząć szukać pracy jak tylko dziecko pójdzie do przedszkola?
Chciałabym wiedzieć co o tym sądzicie, bo ja obawiam się, że jeśli znalazłabym w miarę szybko pracę to niestety na początku w przedszkolu Aneta może łapać wszystkie choroby i wtedy musiałabym brać L4, więc pracy raczej i tak długo bym nie utrzymała...
Wyniki będą w środę. To głupie, ale się boję...
Z jednej strony się obawiam, że Aneta się nie dostanie, ponieważ nie ma żadnych punktów, nie jest pięciolatkiem ani nawet czterolatkiem (w listopadzie skończy trzy lata), Adaś - jej brat już chodzi do pierwszej klasy a nie do przedszkola a ja nie pracuję... Ci co przechodzili przez rekrutację zapewne wiedzą o czym piszę a pozostałym krótko wyjaśnię iż między innymi za to że kandydat ma pięć lub cztery lata, jego rodzeństwo uczęszcza do przedszkola lub oboje rodziców pracuje dziecko otrzymuje punkty i im więcej punktów tym większe szanse, że dostanie się do wybranego przedszkola.
Z drugiej strony boję się, że Aneta dostanie się do przedszkola i od września będzie tam chodziła (to dopiero jest głupie - wiem). Aneta prawie cały czas jest ze mną i wiem, że dla Niej to nie będzie łatwe, dla mnie zresztą też... Nie chcę patrzeć jak płacze... Nie chcę zostawiać jej tam i wychodzić gdy Ona jeszcze nie do końca to wszystko rozumie i chce być ze mną... Niestety to moja wina (może po części mojego męża), że Aneta przed dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu jest ze mną i sporadycznie zdarzy się, że zostanie z tatą na kilka godzin lub z dziadkami. Więc jeśli Anetka dostanie się do przedszkola będę miała niecałe trzy miesiące na "odseparowanie" jej ode mnie.
Kończę bo zaczynam się coraz bardziej tym wszystkim dołować :-(
Za dwa dni wyniki rekrutacji...
P.S. Czy warto zacząć szukać pracy jak tylko dziecko pójdzie do przedszkola?
Chciałabym wiedzieć co o tym sądzicie, bo ja obawiam się, że jeśli znalazłabym w miarę szybko pracę to niestety na początku w przedszkolu Aneta może łapać wszystkie choroby i wtedy musiałabym brać L4, więc pracy raczej i tak długo bym nie utrzymała...
poniedziałek, 25 maja 2015
Kobiece rozmowy (odcinek 2)
Anetka się bawi... Oczywiście nie zabawkami, ponieważ chyba jej zdaniem zabawki nie służą do zabawy ;-) Bawi się latarką... Ja siedzę obok i nic nie robię, więc aby mnie trochę zaangażować mówi:
- Mamo... otwórz buzię
Oczywiście posłusznie otwieram, Ona świeci latarką i chyba szuka dziur w zębach... Po jakiś dwóch minutach pyta:
- Mamo... dlaczego ziewasz?
Nawet Adaś zaczął się śmiać z całej sytuacji, jak najpierw kazała mi otworzyć buzię a po chwili z oburzeniem zapytała dlaczego ziewam. A jak tak się starałam, żeby była zadowolona szeroko otwierałam usta ;-)
- Mamo... otwórz buzię
Oczywiście posłusznie otwieram, Ona świeci latarką i chyba szuka dziur w zębach... Po jakiś dwóch minutach pyta:
- Mamo... dlaczego ziewasz?
Nawet Adaś zaczął się śmiać z całej sytuacji, jak najpierw kazała mi otworzyć buzię a po chwili z oburzeniem zapytała dlaczego ziewam. A jak tak się starałam, żeby była zadowolona szeroko otwierałam usta ;-)
czwartek, 21 maja 2015
Witam ponownie :-)
Jak już wczoraj pisałam i obiecywałam wracam do pisania na blogu z czego bardzo się cieszę. Witam ponownie stałych wiernych czytelników, znajome twarze i osoby nowe, które goszczą u mnie od niedawna lub po raz pierwszy. Cieszę się, że jesteście... że czytacie, komentujecie, odwiedzacie mojego bloga. Dziękuję :-)
Co u mnie nowego?
Na pewno nowa fryzura, dwanaście kilogramów mniej i nie chce drgnąć dalej, a jeszcze chciałabym zrzucić przynajmniej osiem.
Adaś poszedł do szkoły, ale na ten temat już pisałam przed "zniknięciem". Niedługo koniec roku szkolnego, więc pierwszą klasę będzie miał już za sobą, zleciało...
Anetki nie przyjęli do przedszkola, pozostaje jeszcze rekrutacja uzupełniająca, ale nie nastawiam się zbyt pozytywnie, żeby się nie rozczarować. Niestety ja nie pracuję, ponieważ zajmuję się Anetką, więc nie mamy żadnych dodatkowych punktów przy rekrutacji. Swoją drogą to jest paradoksalne, że dwoje rodziców musi pracować, aby dziecko miało większe szanse na przyjęcie do przedszkola, a jak ma oboje rodziców pracować skoro dziecko nie chodzi do przedszkola i ktoś musi się nim zająć... Są babcie, opiekunki, ale niestety nie zawsze są takie możliwości.
Poza tym po staremu ;-) Żyjemy w naszym (no może nie do końca naszym) małym skromnym mieszkanku w czwórkę, raz jesteśmy bardziej szczęśliwi, raz trochę mniej ale narzekać nie mamy na co... No chyba, że na pogodę i polityków ;-)
Co u mnie nowego?
Na pewno nowa fryzura, dwanaście kilogramów mniej i nie chce drgnąć dalej, a jeszcze chciałabym zrzucić przynajmniej osiem.
Adaś poszedł do szkoły, ale na ten temat już pisałam przed "zniknięciem". Niedługo koniec roku szkolnego, więc pierwszą klasę będzie miał już za sobą, zleciało...
Anetki nie przyjęli do przedszkola, pozostaje jeszcze rekrutacja uzupełniająca, ale nie nastawiam się zbyt pozytywnie, żeby się nie rozczarować. Niestety ja nie pracuję, ponieważ zajmuję się Anetką, więc nie mamy żadnych dodatkowych punktów przy rekrutacji. Swoją drogą to jest paradoksalne, że dwoje rodziców musi pracować, aby dziecko miało większe szanse na przyjęcie do przedszkola, a jak ma oboje rodziców pracować skoro dziecko nie chodzi do przedszkola i ktoś musi się nim zająć... Są babcie, opiekunki, ale niestety nie zawsze są takie możliwości.
Poza tym po staremu ;-) Żyjemy w naszym (no może nie do końca naszym) małym skromnym mieszkanku w czwórkę, raz jesteśmy bardziej szczęśliwi, raz trochę mniej ale narzekać nie mamy na co... No chyba, że na pogodę i polityków ;-)
środa, 20 maja 2015
Powrót
To już prawie pół roku... Długo mnie nie było, to znaczy byłam ale nie zaglądałam na bloga...
Dlaczego?
Hmm... Nie miałam czasu, nie miałam ochoty, nie miałam natchnienia ;-)
Nie chciałam pisać "na siłę", zmuszać się bo to nie o to chodzi, takie pisanie nie ma większego sensu, przynajmniej dla mnie.
Ale to już było, minęło... Teraz chciałabym do Was wrócić i wierzę, że mi się to uda.
Liczę, że będzie to powrót na dłużej bo pisanie "coś" mi daje, zapewne wiecie co mam na myśli :-)
Dlaczego?
Hmm... Nie miałam czasu, nie miałam ochoty, nie miałam natchnienia ;-)
Nie chciałam pisać "na siłę", zmuszać się bo to nie o to chodzi, takie pisanie nie ma większego sensu, przynajmniej dla mnie.
Ale to już było, minęło... Teraz chciałabym do Was wrócić i wierzę, że mi się to uda.
Liczę, że będzie to powrót na dłużej bo pisanie "coś" mi daje, zapewne wiecie co mam na myśli :-)
czwartek, 11 grudnia 2014
Dwadzieścia cztery miesiące razem - DWA LATKA ANETKI!!!
30 listopada Anetka skończyła dwa latka.
Nie tak dawno pisałam post "Dwanaście miesięcy razem - ROCZEK!!!" hmm... no może nie tak niedawno bo rok temu, ale ten rok zleciał równie szybko jak poprzedni.
Anetka urosła, zmądrzała, wydoroślała ;-)
Teraz to już zaradna panienka o jej rozwoju i postępach w tym roku możecie przeczytać w postach:
Sami widzicie na zdjęciu jaka to już fajna dziewczyna choć oczywiście zdjęcie nie odzwierciedli całej jej osobowości i zdolności.
Potrafi bardzo dużo jak na swój wiek (a przynajmniej tak mi się wydaje jako nie obiektywnej mamusi). Prawie wszystko potrafi powiedzieć, jest straszną gadułą, potrafi też już odpyskować, ostatnio usłyszałam "mamo... nie przesadzaj" jak powiedziałam, że jeszcze trzeba ubrać rękawiczki. Je prawie wszystko to co my, nie lubi pomidorów i ogórków, często wspomina "ogórek... tata dał... nie lubiem... plułam...".
Wciąż nie mogę uwierzyć, że już dwa latka jest z nami na tym świecie a jeszcze nie tak dawno była noworodkiem, urodziła się w nocy 55 minut po północy, ważyła 4100 i miała długość 57 cm. Porodu nie wspominam zbyt dobrze wciąż mam przed oczami panią doktor, która mówi, że dziecko jest duże i naturalny poród jest niebezpieczny, czy wyrażam zgodę na cesarkę. Gdy poprosiłam o chwilę zastanowienia, usłyszałam, że nie ma na to czasu, więc się zgodziłam. Położne miały mnie przygotować do cesarskiego cięcia jednak nie zdążyły bo po niecałych 10 minutach na świat przyszła Anetka. Był to jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia ale także najbardziej stresujący. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak nerwowych 10 minut niepewności czy wszystko z moją córeczką będzie dobrze. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, jednak do tej pory jak to wspominam mam ciarki na ciele i łzy w oczach...
Nie tak dawno pisałam post "Dwanaście miesięcy razem - ROCZEK!!!" hmm... no może nie tak niedawno bo rok temu, ale ten rok zleciał równie szybko jak poprzedni.
Anetka urosła, zmądrzała, wydoroślała ;-)
Teraz to już zaradna panienka o jej rozwoju i postępach w tym roku możecie przeczytać w postach:
Sami widzicie na zdjęciu jaka to już fajna dziewczyna choć oczywiście zdjęcie nie odzwierciedli całej jej osobowości i zdolności.
Potrafi bardzo dużo jak na swój wiek (a przynajmniej tak mi się wydaje jako nie obiektywnej mamusi). Prawie wszystko potrafi powiedzieć, jest straszną gadułą, potrafi też już odpyskować, ostatnio usłyszałam "mamo... nie przesadzaj" jak powiedziałam, że jeszcze trzeba ubrać rękawiczki. Je prawie wszystko to co my, nie lubi pomidorów i ogórków, często wspomina "ogórek... tata dał... nie lubiem... plułam...".
Wciąż nie mogę uwierzyć, że już dwa latka jest z nami na tym świecie a jeszcze nie tak dawno była noworodkiem, urodziła się w nocy 55 minut po północy, ważyła 4100 i miała długość 57 cm. Porodu nie wspominam zbyt dobrze wciąż mam przed oczami panią doktor, która mówi, że dziecko jest duże i naturalny poród jest niebezpieczny, czy wyrażam zgodę na cesarkę. Gdy poprosiłam o chwilę zastanowienia, usłyszałam, że nie ma na to czasu, więc się zgodziłam. Położne miały mnie przygotować do cesarskiego cięcia jednak nie zdążyły bo po niecałych 10 minutach na świat przyszła Anetka. Był to jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia ale także najbardziej stresujący. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak nerwowych 10 minut niepewności czy wszystko z moją córeczką będzie dobrze. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, jednak do tej pory jak to wspominam mam ciarki na ciele i łzy w oczach...
czwartek, 20 listopada 2014
Kobiece rozmowy ;-)
Ostatnio najwięcej rozmawiam z Anetką, stety lub niestety nie jest to już mój monolog... Napisałabym nawet, że coraz częściej Jej zdarza się mówić, gdy je tylko słucham i potakuję. Więc gdy jesteśmy same tak sobie rozmawiamy. Postanowiłam opisać kilka sytuacji, które mnie bardzo rozbawiły:
- Jestem w kuchni, Anetka przychodzi trzymając się za głowę i powtarzając "ała" domyślam się, że potrzebuje niezawodnego lekarstwa przeciwbólowego - dmuchnięcia mamy, ale wcześniej pytam zatroskana: "Co się stało? Uderzyłaś się w głowę?" Na co Anetka bardzo zdenerwowana moim podejściem odpowiada zrozpaczona: "Nie! Dzwi!" (Nie w drzwi). Poczułam się malo inteligentna, jak mogłam pomyśleć, że uderzyła się w głowę, skoro to były drzwi ;-)
- Anetka od kilku tygodni ma manię, obsesję zadawania pytania "Gdzie Adaś?" Kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt razy dziennie. Pewnego dnia, gdy myłam gary i już około dziesięciu razy odpowiedziałam "W szkole" postanowiłam zmienić taktykę i zaczęłam pytać: "Anetko, gdzie Adaś" jednak Ona tylko trzy razy odpowiedziała że "w skole" a za czwartym razem pobiegła do przedpokoju i wskazując na kalendarz ze zdjęciem Adasia zadowolona zawołała: "Tu jest! Na zdjęciu!". I w ten sposób znów Anetka okazała się sprytniejsza ode mnie ;-)
- Inna ciekawa rozmowa odbyła się w dość "intymnych" okolicznościach, Anetka siedząc na nocniku chciała, żebym jej coś podała:
- Mama daj...
- Ale co Anetko mam Ci dać?
- Mamusia daj...
- Ale co?
- To!
- Czyli co?
- Mamusia... to...
- To czyli co?
- TO CYLI TO!!! (zdenerwowana i rozczarowana, że nie wiem o czym mówi)
Takich przykładów jest oczywiście mnóstwo każdego dnia, dlatego chciałam kilka z nich zapisać, żeby może kiedyś powspominać i pośmiać się razem z Anetką. Myślę, chciałabym, żeby udało mi się napisać więcej postów związanych z naszymi babskimi rozmowami ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























