sobota, 27 czerwca 2015

Wakacje :-)

Wczoraj było zakończenie roku szkolnego. Adaś zakończył pierwszy rok swojej edukacji w szkole (wciąż nie mogę w to uwierzyć, że to dziesięć miesięcy tak szybko minęło) i jestem z Niego bardzo dumna. Dobrze się uczy i jak na razie nie ma z Nim większych problemów, no może poza pojedynczymi uwagami z zachowania na początku.

Jeszcze nie wiem jak spędzimy wakacje, na pewno przez pierwsze dwa tygodnie Adaś będzie chodził na półkolonię. Czy gdzieś pojedziemy, tego niestety jeszcze nie wiemy... Jest wiele czynników, które o tym zadecydują, między innymi nasze finanse i zdrowie Anetki. Niedawno skończyła drugi antybiotyk bo po zapaleniu oskrzeli przyszło zapalenie układu moczowego z którym jeszcze do końca się nie uporaliśmy :-(

Nawet jeśli wakacje będziemy spędzać w domu, nawet jeśli przez ich większość mój mąż będzie pracował po dwanaście godzin chciałabym aktywnie spędzić je z dziećmi (wyjścia, wyjazdy, wycieczki). Przypuszczam, że będą to jedne z moich ostatnich wakacji, które będę mogła przez dwa miesiące spędzić z dziećmi, oczywiście jeśli znajdę pracę po tym jak Anetka już zaaklimatyzuje się w przedszkolu.

Relacje zapewne w wolnym czasie będą pojawiały się na blogu, a Wam życzę udanych, zdrowych, radosnych wakacji. Cieszcie się sobą bo to jest najważniejsze i zostaje w pamięci na długo.

środa, 24 czerwca 2015

Kobiece rozmowy (odcinek 3) - FLAGACZKA

Idziemy z Anetką po Adasia, nagle słyszę jak Anetka zaaferowana mówi:
- Mamo, mamo... patrz! Flagaczka! Adaś też ma taką flagaczkę w domu...
Myślę... 
Myślę...
Że co? Jaka flagaczka?
I nagle olśnienie...
- A... Flagę, tak Adaś też ma w domu flagę - odpowiadam.

Ostatnio mała gaduła zaczęła nam wszystko zdrabniać i nie wiem skąd się jej to wzięło bo u nas w domu raczej nawet jak była niemowlakiem to mówiliśmy do niej normalnie, bez przesadnego zdrobniania...

niedziela, 21 czerwca 2015

Udało się

Anetka została przyjęta do przedszkola, umowa została już podpisana. O moich obawach pisałam już w poście Rekrutacja uzupełniająca do przedszkoli.

Teraz pozostaje nam czekać na wrzesień, zobaczymy jak to będzie. Staram się być optymistycznie do tego wszystkiego nastawiona, skoro ją przyjęli to widocznie tak miało być. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to niedługo zacznę szukać pracy...

Czekają nas duże zmiany ale szczerze to po trzech latach siedzenia w domu chciałabym wrócić do ludzi...

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rekrutacja uzupełniająca do przedszkoli

Niestety musieliśmy skorzystać z rekrutacji uzupełniającej do przedszkola, w pierwszym etapie Anetka się nie dostała o czym już wspominałam w poście "Witam ponownie".

Wyniki będą w środę. To głupie, ale się boję... 

Z jednej strony się obawiam, że Aneta się nie dostanie, ponieważ nie ma żadnych punktów, nie jest pięciolatkiem ani nawet czterolatkiem (w listopadzie skończy trzy lata), Adaś - jej brat już chodzi do pierwszej klasy a nie do przedszkola a ja nie pracuję... Ci co przechodzili przez rekrutację zapewne wiedzą o czym piszę a pozostałym krótko wyjaśnię iż między innymi za to że kandydat ma pięć lub cztery lata, jego rodzeństwo uczęszcza do przedszkola lub oboje rodziców pracuje dziecko otrzymuje punkty i im więcej punktów tym większe szanse, że dostanie się do wybranego przedszkola.

Z drugiej strony boję się, że Aneta dostanie się do przedszkola i od września będzie tam chodziła (to dopiero jest głupie - wiem). Aneta prawie cały czas jest ze mną i wiem, że dla Niej to nie będzie łatwe, dla mnie zresztą też... Nie chcę patrzeć jak płacze... Nie chcę zostawiać jej tam i wychodzić gdy Ona jeszcze nie do końca to wszystko rozumie i chce być ze mną... Niestety to moja wina (może po części mojego męża), że Aneta przed dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu jest ze mną i sporadycznie zdarzy się, że zostanie z tatą na kilka godzin lub z dziadkami. Więc jeśli Anetka dostanie się do przedszkola będę miała niecałe trzy miesiące na "odseparowanie" jej ode mnie.

Kończę bo zaczynam się coraz bardziej tym wszystkim dołować :-(

Za dwa dni wyniki rekrutacji...

P.S. Czy warto zacząć szukać pracy jak tylko dziecko pójdzie do przedszkola? 
Chciałabym wiedzieć co o tym sądzicie, bo ja obawiam się, że jeśli znalazłabym w miarę szybko pracę to niestety na początku w przedszkolu Aneta może łapać wszystkie choroby i wtedy musiałabym brać L4, więc pracy raczej i tak długo bym nie utrzymała...

poniedziałek, 25 maja 2015

Kobiece rozmowy (odcinek 2)

Anetka się bawi... Oczywiście nie zabawkami, ponieważ chyba jej zdaniem zabawki nie służą do zabawy ;-) Bawi się latarką... Ja siedzę obok i nic nie robię, więc aby mnie trochę zaangażować mówi:
- Mamo... otwórz buzię
Oczywiście posłusznie otwieram, Ona świeci latarką i chyba szuka dziur w zębach... Po jakiś dwóch minutach pyta:
- Mamo... dlaczego ziewasz?

Nawet Adaś zaczął się śmiać z całej sytuacji, jak najpierw kazała mi otworzyć buzię a po chwili z oburzeniem zapytała dlaczego ziewam. A jak tak się starałam, żeby była zadowolona szeroko otwierałam usta ;-)

sobota, 23 maja 2015

Ciasto ze słonecznikiem

Jeszcze nie pisałam na blogu żadnego przepisu na ciasto, więc czas nadrobić zaległości :-) Podam Wam przepis na swojego czasu moje ulubione ciasto ze słonecznikiem, zachęcam do wypróbowania i życzę smacznego.


Sposób przygotowania:
1. Upiec biszkopt z 6 jaj.
2. Przygotować ciasto słonecznikowe (słonecznik) do masy:
15 dkg margaryny (ja używam Palmy)
5 dkg cukru pudru
1 cukier waniliowy
Wszystko razem zagotować, dodać 30 dkg słonecznika, wymieszać, wylać na blachę i upiec na złoty kolor. Po upieczeniu i wystygnięciu pokruszyć.
3. Zrobić masę:
1 masło utrzeć, dodać 1 puszkę masy krówkowej (kajmaku) i pokruszone ciasto słonecznikowe (słonecznik)
4. Biszkopt przekroić na dwie części, przełożyć masą.
5. Na górę zrobić polewę czekoladową, ja robię z 1 gorzkiej czekolady, 1/2 mlecznej czekolady i 1/2 masła. Najpierw powoli topię masło, następnie dokładam połamaną czekoladę i podgrzewam na małym ogniu, aż czekolada się rozpuści. Polewę należy lekko przestudzić a następnie wylać na ciasto w miarę szybko aby nie zastygła i rozsmarować (w razie niepowodzenia zetrzeć słonecznik lub orzechy i dodatkowo posypać polewę).


SMACZNEGO!!!

czwartek, 21 maja 2015

Witam ponownie :-)

Jak już wczoraj pisałam i obiecywałam wracam do pisania na blogu z czego bardzo się cieszę. Witam ponownie stałych wiernych czytelników, znajome twarze i osoby nowe, które goszczą u mnie od niedawna lub po raz pierwszy. Cieszę się, że jesteście... że czytacie, komentujecie, odwiedzacie mojego bloga. Dziękuję :-)

Co u mnie nowego?

Na pewno nowa fryzura, dwanaście kilogramów mniej i nie chce drgnąć dalej, a jeszcze chciałabym zrzucić przynajmniej osiem.
Adaś poszedł do szkoły, ale na ten temat już pisałam przed "zniknięciem". Niedługo koniec roku szkolnego, więc pierwszą klasę będzie miał już za sobą, zleciało...
Anetki nie przyjęli do przedszkola, pozostaje jeszcze rekrutacja uzupełniająca, ale nie nastawiam się zbyt pozytywnie, żeby się nie rozczarować. Niestety ja nie pracuję, ponieważ zajmuję się Anetką, więc nie mamy żadnych dodatkowych punktów przy rekrutacji. Swoją drogą to jest paradoksalne, że dwoje rodziców musi pracować, aby dziecko miało większe szanse na przyjęcie do przedszkola, a jak ma oboje rodziców pracować skoro dziecko nie chodzi do przedszkola i ktoś musi się nim zająć... Są babcie, opiekunki, ale niestety nie zawsze są takie możliwości.

Poza tym po staremu ;-) Żyjemy w naszym (no może nie do końca naszym) małym skromnym mieszkanku w czwórkę, raz jesteśmy bardziej szczęśliwi, raz trochę mniej ale narzekać nie mamy na co... No chyba, że na pogodę i polityków ;-)


środa, 20 maja 2015

Powrót

To już prawie pół roku... Długo mnie nie było, to znaczy byłam ale nie zaglądałam na bloga...

Dlaczego?
Hmm... Nie miałam czasu, nie miałam ochoty, nie miałam natchnienia ;-)
Nie chciałam pisać "na siłę", zmuszać się bo to nie o to chodzi, takie pisanie nie ma większego sensu, przynajmniej dla mnie.

Ale to już było, minęło... Teraz chciałabym do Was wrócić i wierzę, że mi się to uda.
Liczę, że będzie to powrót na dłużej bo pisanie "coś" mi daje, zapewne wiecie co mam na myśli :-)


czwartek, 11 grudnia 2014

Dwadzieścia cztery miesiące razem - DWA LATKA ANETKI!!!

30 listopada Anetka skończyła dwa latka.
Nie tak dawno pisałam post "Dwanaście miesięcy razem - ROCZEK!!!" hmm... no może nie tak niedawno bo rok temu, ale ten rok zleciał równie szybko jak poprzedni.

Anetka urosła, zmądrzała, wydoroślała ;-)

Teraz to już zaradna panienka o jej rozwoju i postępach w tym roku możecie przeczytać w postach:

Sami widzicie na zdjęciu jaka to już fajna dziewczyna choć oczywiście zdjęcie nie odzwierciedli całej jej osobowości i zdolności.
Potrafi bardzo dużo jak na swój wiek (a przynajmniej tak mi się wydaje jako nie obiektywnej mamusi). Prawie wszystko potrafi powiedzieć, jest straszną gadułą, potrafi też już odpyskować, ostatnio usłyszałam "mamo... nie przesadzaj" jak powiedziałam, że jeszcze trzeba ubrać rękawiczki. Je prawie wszystko to co my, nie lubi pomidorów i ogórków, często wspomina "ogórek... tata dał... nie lubiem... plułam...".

Wciąż nie mogę uwierzyć, że już dwa latka jest z nami na tym świecie a jeszcze nie tak dawno była noworodkiem, urodziła się w nocy 55 minut po północy, ważyła 4100 i miała długość 57 cm. Porodu nie wspominam zbyt dobrze wciąż mam przed oczami panią doktor, która mówi, że dziecko jest duże i naturalny poród jest niebezpieczny, czy wyrażam zgodę na cesarkę. Gdy poprosiłam o chwilę zastanowienia, usłyszałam, że nie ma na to czasu, więc się zgodziłam. Położne miały mnie przygotować do cesarskiego cięcia jednak nie zdążyły bo po niecałych 10 minutach na świat przyszła Anetka. Był to jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia ale także najbardziej stresujący. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak nerwowych 10 minut niepewności czy wszystko z moją córeczką będzie dobrze. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, jednak do tej pory jak to wspominam mam ciarki na ciele i łzy w oczach...

czwartek, 20 listopada 2014

Kobiece rozmowy ;-)

Ostatnio najwięcej rozmawiam z Anetką, stety lub niestety nie jest to już mój monolog... Napisałabym nawet, że coraz częściej Jej zdarza się mówić, gdy je tylko słucham i potakuję. Więc gdy jesteśmy same tak sobie rozmawiamy. Postanowiłam opisać kilka sytuacji, które mnie bardzo rozbawiły:
  1. Jestem w kuchni, Anetka przychodzi trzymając się za głowę i powtarzając "ała" domyślam się, że potrzebuje niezawodnego lekarstwa przeciwbólowego - dmuchnięcia mamy, ale wcześniej pytam zatroskana: "Co się stało? Uderzyłaś się w głowę?" Na co Anetka bardzo zdenerwowana moim podejściem odpowiada zrozpaczona: "Nie! Dzwi!" (Nie w drzwi). Poczułam się malo inteligentna, jak mogłam pomyśleć, że uderzyła się w głowę, skoro to były drzwi ;-)
  2. Anetka od kilku tygodni ma manię, obsesję zadawania pytania "Gdzie Adaś?" Kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt razy dziennie. Pewnego dnia, gdy myłam gary i już około dziesięciu razy odpowiedziałam "W szkole" postanowiłam zmienić taktykę i zaczęłam pytać: "Anetko, gdzie Adaś" jednak Ona tylko trzy razy odpowiedziała że "w skole" a za czwartym razem pobiegła do przedpokoju i wskazując na kalendarz ze zdjęciem Adasia zadowolona zawołała: "Tu jest! Na zdjęciu!". I w ten sposób znów Anetka okazała się sprytniejsza ode mnie ;-)
  3. Inna ciekawa rozmowa odbyła się w dość "intymnych" okolicznościach, Anetka siedząc na nocniku chciała, żebym jej coś podała:
  • Mama daj...
  • Ale co Anetko mam Ci dać?
  • Mamusia daj...
  • Ale co?
  • To!
  • Czyli co?
  • Mamusia... to...
  • To czyli co?
  • TO CYLI TO!!! (zdenerwowana i rozczarowana, że nie wiem o czym mówi)
Takich przykładów jest oczywiście mnóstwo każdego dnia, dlatego chciałam kilka z nich zapisać, żeby może kiedyś powspominać i pośmiać się razem z Anetką. Myślę, chciałabym, żeby udało mi się napisać więcej postów związanych z naszymi babskimi rozmowami ;-)