sobota, 23 maja 2015

Ciasto ze słonecznikiem

Jeszcze nie pisałam na blogu żadnego przepisu na ciasto, więc czas nadrobić zaległości :-) Podam Wam przepis na swojego czasu moje ulubione ciasto ze słonecznikiem, zachęcam do wypróbowania i życzę smacznego.


Sposób przygotowania:
1. Upiec biszkopt z 6 jaj.
2. Przygotować ciasto słonecznikowe (słonecznik) do masy:
15 dkg margaryny (ja używam Palmy)
5 dkg cukru pudru
1 cukier waniliowy
Wszystko razem zagotować, dodać 30 dkg słonecznika, wymieszać, wylać na blachę i upiec na złoty kolor. Po upieczeniu i wystygnięciu pokruszyć.
3. Zrobić masę:
1 masło utrzeć, dodać 1 puszkę masy krówkowej (kajmaku) i pokruszone ciasto słonecznikowe (słonecznik)
4. Biszkopt przekroić na dwie części, przełożyć masą.
5. Na górę zrobić polewę czekoladową, ja robię z 1 gorzkiej czekolady, 1/2 mlecznej czekolady i 1/2 masła. Najpierw powoli topię masło, następnie dokładam połamaną czekoladę i podgrzewam na małym ogniu, aż czekolada się rozpuści. Polewę należy lekko przestudzić a następnie wylać na ciasto w miarę szybko aby nie zastygła i rozsmarować (w razie niepowodzenia zetrzeć słonecznik lub orzechy i dodatkowo posypać polewę).


SMACZNEGO!!!

czwartek, 21 maja 2015

Witam ponownie :-)

Jak już wczoraj pisałam i obiecywałam wracam do pisania na blogu z czego bardzo się cieszę. Witam ponownie stałych wiernych czytelników, znajome twarze i osoby nowe, które goszczą u mnie od niedawna lub po raz pierwszy. Cieszę się, że jesteście... że czytacie, komentujecie, odwiedzacie mojego bloga. Dziękuję :-)

Co u mnie nowego?

Na pewno nowa fryzura, dwanaście kilogramów mniej i nie chce drgnąć dalej, a jeszcze chciałabym zrzucić przynajmniej osiem.
Adaś poszedł do szkoły, ale na ten temat już pisałam przed "zniknięciem". Niedługo koniec roku szkolnego, więc pierwszą klasę będzie miał już za sobą, zleciało...
Anetki nie przyjęli do przedszkola, pozostaje jeszcze rekrutacja uzupełniająca, ale nie nastawiam się zbyt pozytywnie, żeby się nie rozczarować. Niestety ja nie pracuję, ponieważ zajmuję się Anetką, więc nie mamy żadnych dodatkowych punktów przy rekrutacji. Swoją drogą to jest paradoksalne, że dwoje rodziców musi pracować, aby dziecko miało większe szanse na przyjęcie do przedszkola, a jak ma oboje rodziców pracować skoro dziecko nie chodzi do przedszkola i ktoś musi się nim zająć... Są babcie, opiekunki, ale niestety nie zawsze są takie możliwości.

Poza tym po staremu ;-) Żyjemy w naszym (no może nie do końca naszym) małym skromnym mieszkanku w czwórkę, raz jesteśmy bardziej szczęśliwi, raz trochę mniej ale narzekać nie mamy na co... No chyba, że na pogodę i polityków ;-)


środa, 20 maja 2015

Powrót

To już prawie pół roku... Długo mnie nie było, to znaczy byłam ale nie zaglądałam na bloga...

Dlaczego?
Hmm... Nie miałam czasu, nie miałam ochoty, nie miałam natchnienia ;-)
Nie chciałam pisać "na siłę", zmuszać się bo to nie o to chodzi, takie pisanie nie ma większego sensu, przynajmniej dla mnie.

Ale to już było, minęło... Teraz chciałabym do Was wrócić i wierzę, że mi się to uda.
Liczę, że będzie to powrót na dłużej bo pisanie "coś" mi daje, zapewne wiecie co mam na myśli :-)


czwartek, 11 grudnia 2014

Dwadzieścia cztery miesiące razem - DWA LATKA ANETKI!!!

30 listopada Anetka skończyła dwa latka.
Nie tak dawno pisałam post "Dwanaście miesięcy razem - ROCZEK!!!" hmm... no może nie tak niedawno bo rok temu, ale ten rok zleciał równie szybko jak poprzedni.

Anetka urosła, zmądrzała, wydoroślała ;-)

Teraz to już zaradna panienka o jej rozwoju i postępach w tym roku możecie przeczytać w postach:

Sami widzicie na zdjęciu jaka to już fajna dziewczyna choć oczywiście zdjęcie nie odzwierciedli całej jej osobowości i zdolności.
Potrafi bardzo dużo jak na swój wiek (a przynajmniej tak mi się wydaje jako nie obiektywnej mamusi). Prawie wszystko potrafi powiedzieć, jest straszną gadułą, potrafi też już odpyskować, ostatnio usłyszałam "mamo... nie przesadzaj" jak powiedziałam, że jeszcze trzeba ubrać rękawiczki. Je prawie wszystko to co my, nie lubi pomidorów i ogórków, często wspomina "ogórek... tata dał... nie lubiem... plułam...".

Wciąż nie mogę uwierzyć, że już dwa latka jest z nami na tym świecie a jeszcze nie tak dawno była noworodkiem, urodziła się w nocy 55 minut po północy, ważyła 4100 i miała długość 57 cm. Porodu nie wspominam zbyt dobrze wciąż mam przed oczami panią doktor, która mówi, że dziecko jest duże i naturalny poród jest niebezpieczny, czy wyrażam zgodę na cesarkę. Gdy poprosiłam o chwilę zastanowienia, usłyszałam, że nie ma na to czasu, więc się zgodziłam. Położne miały mnie przygotować do cesarskiego cięcia jednak nie zdążyły bo po niecałych 10 minutach na świat przyszła Anetka. Był to jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia ale także najbardziej stresujący. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak nerwowych 10 minut niepewności czy wszystko z moją córeczką będzie dobrze. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, jednak do tej pory jak to wspominam mam ciarki na ciele i łzy w oczach...

czwartek, 20 listopada 2014

Kobiece rozmowy ;-)

Ostatnio najwięcej rozmawiam z Anetką, stety lub niestety nie jest to już mój monolog... Napisałabym nawet, że coraz częściej Jej zdarza się mówić, gdy je tylko słucham i potakuję. Więc gdy jesteśmy same tak sobie rozmawiamy. Postanowiłam opisać kilka sytuacji, które mnie bardzo rozbawiły:
  1. Jestem w kuchni, Anetka przychodzi trzymając się za głowę i powtarzając "ała" domyślam się, że potrzebuje niezawodnego lekarstwa przeciwbólowego - dmuchnięcia mamy, ale wcześniej pytam zatroskana: "Co się stało? Uderzyłaś się w głowę?" Na co Anetka bardzo zdenerwowana moim podejściem odpowiada zrozpaczona: "Nie! Dzwi!" (Nie w drzwi). Poczułam się malo inteligentna, jak mogłam pomyśleć, że uderzyła się w głowę, skoro to były drzwi ;-)
  2. Anetka od kilku tygodni ma manię, obsesję zadawania pytania "Gdzie Adaś?" Kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt razy dziennie. Pewnego dnia, gdy myłam gary i już około dziesięciu razy odpowiedziałam "W szkole" postanowiłam zmienić taktykę i zaczęłam pytać: "Anetko, gdzie Adaś" jednak Ona tylko trzy razy odpowiedziała że "w skole" a za czwartym razem pobiegła do przedpokoju i wskazując na kalendarz ze zdjęciem Adasia zadowolona zawołała: "Tu jest! Na zdjęciu!". I w ten sposób znów Anetka okazała się sprytniejsza ode mnie ;-)
  3. Inna ciekawa rozmowa odbyła się w dość "intymnych" okolicznościach, Anetka siedząc na nocniku chciała, żebym jej coś podała:
  • Mama daj...
  • Ale co Anetko mam Ci dać?
  • Mamusia daj...
  • Ale co?
  • To!
  • Czyli co?
  • Mamusia... to...
  • To czyli co?
  • TO CYLI TO!!! (zdenerwowana i rozczarowana, że nie wiem o czym mówi)
Takich przykładów jest oczywiście mnóstwo każdego dnia, dlatego chciałam kilka z nich zapisać, żeby może kiedyś powspominać i pośmiać się razem z Anetką. Myślę, chciałabym, żeby udało mi się napisać więcej postów związanych z naszymi babskimi rozmowami ;-)

środa, 29 października 2014

Kasza jaglana - naturalny antybiotyk i nie tylko...

Dużo od jakiegoś czasu mówi się o kaszy jaglanej, zachwalają ją w telewizji, internecie i innych mediach. U mnie w domu tej kaszy się nie używało, nie pamiętam aby kiedykolwiek mama coś z niej przyrządziła. Ja zaczęłam ją wykorzystywać dopiero jak na świat przyszedł Adaś, bardzo sporadycznie gotowałam dla niego zupki z jej dodatkiem. Gdy na świecie pojawiła się Anetka i już zajadała się zupkami bardzo często gotowałam jej taki rosołek z dodatkiem kaszy jaglanej. 

Słysząc tyle dobrego na temat tej kaszy zastanawiałam się jak ją przyrządzić, przygotować, co z niej zrobić aby wszyscy na tym skorzystali, tym bardziej, że Anetka już je obiady takie jak my. Pewnego razu jak Adaś jeszcze chodził do przedszkola w jadłospisie zobaczyłam: "zupa pomidorowa z kaszą jaglaną" i postanowiłam też spróbować. Teraz wszyscy od czasu do czasu jadamy kaszę jaglana, zwykle właśnie w zupie pomidorowej (mój mąż nawet stwierdził, że taka mu bardziej smakuje niż z ryżem), choć do zupy koperkowej również pasuje, jeśli ktoś nie próbował to polecam.
Co do samej kaszy jaglanej to ze względu na jej właściwości głównie zachęcałabym do podawania jej w okresie jesienno-zimowym, szczególnie podczas kataru.

A Wy jadacie kaszę jaglaną? Jeśli tak, to w jakich daniach? Może coś ciekawego polecicie?

Jeszcze na koniec, choć może od tego powinnam zacząć kilka słów o kaszy jaglanej. Jest to kasza z łuskanego ziarna prosa - jedna z najstarszych i najzdrowszych kasz, jedna z niewielu zasadotwórczych, nie zawiera glutenu, więc nie uczula. Wyróżnia ją najwyższa zawartością witamin z grupy B: B1, (tiaminy), B2 (ryboflawiny) i B6 (pirydoksyny) a także żelaza i miedzi. Posiada cenne właściwości antywirusowe oraz zmniejsza stan zapalny błon śluzowych dlatego jest dobrym naturalnym lekarstwem na katar. Pozytywnie wpływa na nasz organizm, między innym krzemionka w niej zawarta zapobiega odwapnieniu kości oraz korzystnie wpływa na włosy, skórę i paznokcie. Natomiast witamina E i lecytyny regulują poziom cholesterolu oraz mają pozytywny wpływ na pamięć i koncentrację.

wtorek, 7 października 2014

Dwadzieścia dwa miesiące razem


30 września Anetka skończyła dwadzieścia dwa miesiące, więc zostały jeszcze dwa miesiące i moja córeczka, którą tak "niedawno" urodziłam będzie miała dwa lata.


Co u Niej słychać? Na myśl przychodzi mi popularna bajka i piosenka z niej - Anetka "mówi, mówi, mówi, mówi, mówi wciąż... czasem ma już dość..." 

Jak jesteśmy w domu, jedziemy autem to buzia jej się nie zamyka, potrafi powtórzyć coś, np. "lampy świecą znów" dwadzieścia razy jak wracamy wieczorem do domu. Zaczyna mówić już "zdaniami", np. "Adaś buzi Anecie". 

Jeśli tylko chce to potrafi powtórzyć wszystko, więc trzeba się pilnować co się mówi, bo ostatnio chodziła i powtarzała "o Jeziu". Niektóre słowa jednak mogą być niezrozumiałe dla osoby z zewnątrz. Przykładem może być "tentelone" co oznacza dziękuję, często też ucina początki wyrazów: "bula"- cebula, "molot" - samolot, "siad" -sąsiad. 


Ale i tak jestem z niej mega dumna, bo Adaś zaczął mówić więcej dopiero w wieku dwóch lat gdy poszedł do przedszkola, ale tak to już jest, każde dziecko rozwija się po swojemu...

Momentem w którym Anetka jest cicho, mało a nawet nic nie mówi, poza snem (choć przez sen czasami też jej się zdarza) jest sytuacja gdy pojawiają się nowe lub rzadko widywane osoby w jej otoczeniu. Ale później gdy tylko znikną wszystko nadrabia :-)



środa, 17 września 2014

Powrót

Sama nie wiem czy to dobry tytuł... Dawno mnie nie było to fakt ale czy wrócę na dobre czy tylko na chwilę tego jeszcze nie wiem...

Trochę się działo jednak o niektórych rzeczach nawet nie będę pisała, w każdym razie dużo się zmieniło... A może nie tak dużo. 

Adaś poszedł do szkoły i to na pewno zmieniło, przewróciło mój, nasz rytm dnia dość znacząco :-) Zajęcia zaczyna o 8 a kończy o 11.30 lub 12.30, więc jak już wrócę z Anetką do domu gdy go odprowadzę, zjem śniadanie, wypiję kawę, nastawię obiad to okazuję się, że szybko muszę dać Anetce jeść i z powrotem lecieć do szkoły odebrać Adasia. Ale nie to jest najważniejsze, do tego jakoś będziemy musieli się przyzwyczaić :-)

Adaś w szkole bardzo fajnie się zaaklimatyzował, dwie osoby z przedszkola chodzą razem z nim do klasy, więc pierwszego dnie już kogoś znał. Z tego co widzę to jest lubiany przez innych uczniów. Pani nauczycielka powiedziała, że na tle innych uczniów wyróżnia się pozytywnie, więc tym bardziej jestem z Niego dumna :-) Problem pojawia się w domu przy odrabianiu zadań, chyba rozładowuje całą energię, która kumuluję się gdy jest w szkole grzeczny i spokojny. Trudno jest mu usiąść i skupić się na zadaniu przez kilkanaście minut. A może to moja wina, może to ja nie potrafię go odpowiednio zmotywować, żeby ładnie odrobił zadanie domowe :-(


czwartek, 28 sierpnia 2014

Osiemnaście miesięcy blogowania

Dziś znów bardzo krótkie podsumowanie mojego blogowania, które głównie dla siebie zamieszczam co trzy miesiące, czasami z większym czasami z mniejszym opóźnieniem...

Przez osiemnaście miesięcy opublikowałam 114 postów, ilość komentarzy pozostawiona pod moimi postami to 477, natomiast łączna liczba wyświetleń mojego bloga wynosiła 6966. Najczęściej czytane posty to:
Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję, że mnie odwiedzacie na tym moim skromnym blogu, jestem wdzięczna za każdy komentarz.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Wszystko co dobre szybko się kończy :-(

Prawie dwa tygodnie nas nie było w domu... Mąż miał wolne, więc wyjechaliśmy z dziećmi na wieś do mojej babci... Wydaje mi się, że jeszcze wczoraj się pakowaliśmy (czego nie znoszę) a tu już prawie tydzień jesteśmy w domu... Po wyjeździe zostały już tylko wspomnienia i zdjęcia...