Dziś bardzo krótko na temat mojej obserwacji Anetki w sytuacji gdy któryś z rodziców śpi lub próbuje spać...
Gdy śpi mój mąż Anetka chodzi i szepta:
"Tata, aaa... ciii..." - co znaczy tata śpi, trzeba być cicho.
Gdy mama położy się i zamknie oczy bo o spaniu może tylko pomarzyć Anetka woła:
"Mama! Mama!! Mama!!! MAMA!!! MAMA!!! MAAAMAAA...!!!" - co to znaczy do końca nie wiem, ale wygląda to tak jakby Anetka wpadała w panikę, że coś jest nie tak, że przecież mama nie może spać, nie może leżeć, nie może mieć zamkniętych oczu...
poniedziałek, 17 marca 2014
piątek, 14 marca 2014
Znów chorobowo :-(
Dawno nic nie pisałam a to dlatego, że u nas znów chorobowo... Nie tak dawno Adaś uporał się ze szkarlatyną a teraz Anetkę dopadło - ponownie zapalenie oskrzeli :-(
Zaczęło się w ubiegłą sobotę, miała zły humor, gorszy apetyt i gorączkę około 38 stopni. Na początku kaszlała tylko podczas snu, więc doszło niewyspanie i jeszcze gorsze samopoczucie Anetki i jej rodziców :-( ciężko mi było słuchać jak dziecko kaszle i przez to się budzi a ja nie mogę jej pomóc.
W poniedziałek poszłyśmy do lekarza... okazało się, że to znów coś z oskrzelami, pani doktor przepisała Pulneo (3x11'), Flegaminę (2x3,5ml), Zyrtec (1x10' na noc), inhalacje za pomocą nebulizatora (Pulmicort - 2 ml + Berodual - 8') i ewentualnie na noc lek przeciwkaszlowy Sinecod (1x15') i kazała przyjść we wtorek aby zobaczyć czy jest lepiej czy gorzej. Niestety następnego dnie było jeszcze gorzej więc musieliśmy zastosować antybiotyk - Amoksiklav (2x3,5 ml) i dodatkowo Hasco Sept (3x2). Dziś byliśmy do kontroli, jest już dużo lepiej, ale jeszcze do wtorku mamy podawać antybiotyk i jeszcze raz się pokazać, żeby ją osłuchać. Mam nadzieję, że już wszystko będzie dobrze.
Teraz marzę o spokojnej nocy, żeby dzieciaczki nie chorowały przynajmniej przez miesiąc. Męczące fizycznie ale chyba głównie psychicznie są te choroby dzieci :-( Już nie wspominając o naszym życiu towarzyskim, jak nie Adaś jest chory, to Anetka lub mąż musi pracować nadliczbowe, jak tak dalej pójdzie to stanę się odludkiem ;-)
Zaczęło się w ubiegłą sobotę, miała zły humor, gorszy apetyt i gorączkę około 38 stopni. Na początku kaszlała tylko podczas snu, więc doszło niewyspanie i jeszcze gorsze samopoczucie Anetki i jej rodziców :-( ciężko mi było słuchać jak dziecko kaszle i przez to się budzi a ja nie mogę jej pomóc.
W poniedziałek poszłyśmy do lekarza... okazało się, że to znów coś z oskrzelami, pani doktor przepisała Pulneo (3x11'), Flegaminę (2x3,5ml), Zyrtec (1x10' na noc), inhalacje za pomocą nebulizatora (Pulmicort - 2 ml + Berodual - 8') i ewentualnie na noc lek przeciwkaszlowy Sinecod (1x15') i kazała przyjść we wtorek aby zobaczyć czy jest lepiej czy gorzej. Niestety następnego dnie było jeszcze gorzej więc musieliśmy zastosować antybiotyk - Amoksiklav (2x3,5 ml) i dodatkowo Hasco Sept (3x2). Dziś byliśmy do kontroli, jest już dużo lepiej, ale jeszcze do wtorku mamy podawać antybiotyk i jeszcze raz się pokazać, żeby ją osłuchać. Mam nadzieję, że już wszystko będzie dobrze.
Teraz marzę o spokojnej nocy, żeby dzieciaczki nie chorowały przynajmniej przez miesiąc. Męczące fizycznie ale chyba głównie psychicznie są te choroby dzieci :-( Już nie wspominając o naszym życiu towarzyskim, jak nie Adaś jest chory, to Anetka lub mąż musi pracować nadliczbowe, jak tak dalej pójdzie to stanę się odludkiem ;-)
sobota, 8 marca 2014
Rozmiar rozmiarowi nie równy
Czy Was też to drażni?
Kupuję ubranko na przykład w rozmiarze 86 a gdy przyjdę do domu okazuje się, że dane ubranie jest prawie w rozmiarze 92 lub mniejsze niż niektóre jakie już mam w rozmiarze 80. Staram się kupować nie tylko po rozmiarze, ale również na oko, jednak nie zawsze jest to takie łatwe.
Najbardziej mnie denerwują rozmiary butów, Anetka ma chyba trzy pary w rozmiarze 20 i każde są inne jeśli chodzi o wielkość.
Myślę, że gdyby były jakieś wytyczne jeśli chodzi o rozmiary (może są, nie wiem, nie zauważyłam tego) byłoby mi o wiele łatwiej kupić na przykład obuwie, bo nie zawsze mam ochotę i możliwość brać tak małe i ruchliwe dziecko na zakupy i zmuszać ją do przymierzania kolejnych par butów. A co najciekawsze, zauważyłam nawet, że buty z tej samej firmy, w tym samym rozmiarze różnią się wielkością.
Na szczęście zawsze pozostaje jeszcze możliwość zwrotu lub wymiany zakupionej rzeczy. Jeśli ubranka są większe, oczywiście jest to mniejszy problem, niż gdy są mniejsze i dziecko ma je "na teraz" a za miesiąc zapewne już z nich wyrośnie.
P.S. Na koniec chciałam Wam przypomnieć krótkiego posta z tamtego roku Komunistyczne Święto Kobiet :-)
Kupuję ubranko na przykład w rozmiarze 86 a gdy przyjdę do domu okazuje się, że dane ubranie jest prawie w rozmiarze 92 lub mniejsze niż niektóre jakie już mam w rozmiarze 80. Staram się kupować nie tylko po rozmiarze, ale również na oko, jednak nie zawsze jest to takie łatwe.
Najbardziej mnie denerwują rozmiary butów, Anetka ma chyba trzy pary w rozmiarze 20 i każde są inne jeśli chodzi o wielkość.
Myślę, że gdyby były jakieś wytyczne jeśli chodzi o rozmiary (może są, nie wiem, nie zauważyłam tego) byłoby mi o wiele łatwiej kupić na przykład obuwie, bo nie zawsze mam ochotę i możliwość brać tak małe i ruchliwe dziecko na zakupy i zmuszać ją do przymierzania kolejnych par butów. A co najciekawsze, zauważyłam nawet, że buty z tej samej firmy, w tym samym rozmiarze różnią się wielkością.
Na szczęście zawsze pozostaje jeszcze możliwość zwrotu lub wymiany zakupionej rzeczy. Jeśli ubranka są większe, oczywiście jest to mniejszy problem, niż gdy są mniejsze i dziecko ma je "na teraz" a za miesiąc zapewne już z nich wyrośnie.
P.S. Na koniec chciałam Wam przypomnieć krótkiego posta z tamtego roku Komunistyczne Święto Kobiet :-)
środa, 5 marca 2014
Co czytać dzieciom (część 7) - "Ciocia Jadzia. Szkoła"
"Ciocia Jadzia. Szkoła"
Autor: Eliza Piotrowska
Wydawca: Media Rodzina
Dziś chciałabym Wam przedstawić książkę Elizy Piotrowskiej pod tytułem "Ciocia Jadzia. Szkoła". Przy okazji pisania tego postu dowiedziałam się, że autorka napisała również w tej serii jeszcze dwie książki:
Książka opowiada o Cioci Jadzi, która dostaje nową pracę - zostaje woźną w szkole oraz o jej bratanicy, która właśnie idzie do pierwszej klasy i to Ona jest narratorem w tej książce. Dziewczynka razem z ciocią przeżywa pierwsze dni w szkole oraz ciekawe i zabawne historie związane z nauczycielami, pozostałymi pracownikami szkoły i innymi uczniami.
Książka składa się z ośmiu rozdziałów:
Książka napisana jest w sposób humorystyczny zarówno dla dzieci jak i dla rodziców. Teksty, które najbardziej mi się spodobały, to między innymi:
Autor: Eliza Piotrowska
Wydawca: Media Rodzina
Dziś chciałabym Wam przedstawić książkę Elizy Piotrowskiej pod tytułem "Ciocia Jadzia. Szkoła". Przy okazji pisania tego postu dowiedziałam się, że autorka napisała również w tej serii jeszcze dwie książki:
- "Ciocia Jadzia"
- "Ciocia Jadzia. Tęcza".
Książka opowiada o Cioci Jadzi, która dostaje nową pracę - zostaje woźną w szkole oraz o jej bratanicy, która właśnie idzie do pierwszej klasy i to Ona jest narratorem w tej książce. Dziewczynka razem z ciocią przeżywa pierwsze dni w szkole oraz ciekawe i zabawne historie związane z nauczycielami, pozostałymi pracownikami szkoły i innymi uczniami.
Książka składa się z ośmiu rozdziałów:
- Kotłownia
- Sklepik
- Teatrzyk
- Prima Aprilis
- Wycieczka
- Urodziny
- Wyrostek
- Nagroda
Książka napisana jest w sposób humorystyczny zarówno dla dzieci jak i dla rodziców. Teksty, które najbardziej mi się spodobały, to między innymi:
- "Wykształcenie to coś, co każdy chce mieć. Ale jak już je ma, to potem ciągle narzeka."
- "Depresja to choroba, którą leczy się czekoladą"
- "Apel to takie spotkanie, na którym mówi tylko jedna osoba, a reszta musi słuchać. Trochę jak w kościele. Tylko, że w kościele mówi ksiądz, a na apelu pan dyrektor"
- "Obcisły umysł musi być przecież bardzo niewygodny. Kiedyś miałam takie spodnie, to wiem."
- "Dorośli lubią być mądrzejsi od dzieci. Wtedy jest zabawa. Ale kiedy jeden dorosły jest mądrzejszy od drugiego - to wtedy jest kłótnia."
Jeśli wpadnie Wam ta książka w ręce to zachęcam do przeczytania, ale raczej specjalnie bym jej nie kupowała. Może uda nam się wypożyczyć i przeczytać inne książki z tej serii, bo na pewno ich plusem jest poczucie humoru, które wywołuje uśmiech na twarzy dziecka i rodzica, choć zauważyłam, że w większości inne fragmenty mnie rozbawiły a inne Adasia :-)
piątek, 28 lutego 2014
Rok blogowania
Przez ten rok opublikowałam 79 postów, mam sporo pomysłów na kolejne wpisy, niestety gorzej jest ze znalezieniem czasu na ich napisanie. Ilość komentarzy pozostawiona pod moimi postami jak do tej pory to 325, natomiast łączna liczba wyświetleń mojego bloga wynosi 4007 z czego jestem zadowolona i cieszę się, że w ogóle ktoś czyta to co piszę, za to Wam bardzo dziękuję. W szczególności chciałam podziękować blogerką, które regularnie mnie odwiedzają i komentują moje posty, a są to mamy, których blogi znajdziecie poniżej, zachęcam do zajrzenia:
Najczęściej czytane przez Was posty na moim blogu w tym rok to:
- Co czytać dzieciom (część 5) - "Zezia, Giler i Oczak"
- Z grzywką czy bez???
- Molestowanie przez księdza
Na koniec nieskromnie chciałabym sobie życzyć na kolejny rok dużej liczby ciekawych postów, jeszcze większej liczby odwiedzin i komentarzy niż w tym blogowym roku, który już minął.
Blogowanie mnie wciągnęło, gdy zaczynałam nie spodziewałam się, że aż tak bardzo mi się to spodoba.
I oczywiście jeszcze raz chciałabym podziękować wszystkim i każdemu z osobna za odwiedziny - DZIĘKUJĘ!
środa, 19 lutego 2014
Przychodnia lekarska - gdzie tu sens a gdzie logika?
Wiem, że zapewne nie w każdej przychodni tak jest i na pewno są inne, lepiej działające, itd. Dlatego też myślę nad przeniesieniem dzieci do jakiejś innej od dłuższego czasu, a z każdym telefonem, wizytą coraz bardziej się do tego przekonuję...
Nie zacznę od początku, tylko raczej od końca... Dziś dzwoniąc do przychodni, żeby zarejestrować się z Adasiem do lekarza, jak pamiętacie ma szkarlatynę (chorobę zakaźną) i niestety prawie po 10 dniach stosowania antybiotyku wysypka nadal jest, więc chciałam to skontrolować czy wszystko jest dobrze... ale wracając do mojego telefonu... dowiedziałam się, że nasza ulubiona (wydaje nam się najbardziej kompetentna, kontaktowa i miła) pani doktor przyjmuje dzieci chore od 8.00 do 9.00 i już nie ma wolnych miejsc, później do 11.00 przyjmuje dzieci zdrowe, ale udało nam się zapisać do innej lekarki na godzinę 9.30 :-) Przechodząc do sedna sprawy, w czym w ogóle jest problem i czego się czepiam. Chodzi mi o to, że obie panie przyjmują obok siebie, drzwi w drzwi, więc Adaś chory na szkarlatynę będzie sobie siedział spokojnie na krzesełku obok zdrowego dziecka, które przyszło na szczepienie, bilans, po skierowanie, jakąś receptę, itp. Mam nadzieję, że nikogo nie zarazi i liczę, że jak ja następnym razem pojadę ze zdrowym dzieckiem do przychodni to także się tam niczego nie nabawi.
Kolejnym problemem jest to, iż najlepiej rejestrować się do lekarza tydzień przed rozpoczęciem choroby dziecka (co oczywiście nie jest zbyt możliwe jeśli ktoś nie posiada zdolności przepowiadania przyszłości) lub ewentualnie pojawić się jak już dziecku samo przejdzie, oczywiście jeśli przejdzie i to nic poważnego. Dziś akurat mi się udało, jestem z siebie mega dumna, ale przeważnie wolny termin jest za jakieś trzy lub cztery dni.
Co do kompetencji i podejścia do pacjenta - do dziecka też mam zastrzeżenia, ale to nie do wszystkich lekarzy, więc na ten temat nie będę się wypowiadała.
Z jednej strony trochę mi szkoda teraz zmieniać przychodnię, z Adasiem chodziłam tam od urodzenia, Anetę też tam zapisałam... ale chyba tak będzie lepiej. Tylko muszę znaleźć tą lepszą, żeby nie okazała się gorsza od tej. I jak wiadomo nie tylko o organizację przychodni tu chodzi ale także o dobrego lekarza pediatrę.
piątek, 14 lutego 2014
Szkarlatyna (płonica)
Wszystko zaczęło się w niedzielę, choć pewnie trochę wcześniej, zapewne w przedszkolu, bo podejrzewam, że właśnie tam Adaś się zaraził.
W każdym razie w niedzielę koło południa zaczął się skarżyć na ból brzucha i ból gardła, po południu do objawów doszła jeszcze gorączka, około 39 stopni i pogorszenie samopoczucia. Noc była ciężka, choć dopóki działał nurofen nie było tak źle. Rano znów Adaś miał gorączkę, do lekarza udało nam się umówić dopiero na wtorek po południu. W poniedziałek, po 24 godzinach, więc książkowo pojawiła się wysypka na całym ciele, Adaś był coraz słabszy, nie chciał jeść, skarżył się nadal na ból gardła i że mu zimno, nic dziwnego, gorączka zbytnio nie odpuszczała. Podejrzewaliśmy szkarlatynę, ponieważ objawy właśnie na nią wskazywała, a podobno w przedszkolu kilka dzieci w ostatnim czasie na nią chorowało.
Mąż pojechał około 18 na pogotowie gdzie pani doktor potwierdziła nasze podejrzenia, przepisała antybiotyk - Amotaks 500mg/5ml i zaleciła podawać 3 razy dziennie, co 8 godzin po 4 ml. Już po pierwszej dawce antybiotyku było dużo lepiej, gorączka odpuściła i samopoczucie Adasia też było już dużo lepsze.
Teraz już jest całkiem dobrze, wysypka powoli schodzi i wrócił dawny Adaś, choć nie ukrywam, że było ciężko.
W każdym razie w niedzielę koło południa zaczął się skarżyć na ból brzucha i ból gardła, po południu do objawów doszła jeszcze gorączka, około 39 stopni i pogorszenie samopoczucia. Noc była ciężka, choć dopóki działał nurofen nie było tak źle. Rano znów Adaś miał gorączkę, do lekarza udało nam się umówić dopiero na wtorek po południu. W poniedziałek, po 24 godzinach, więc książkowo pojawiła się wysypka na całym ciele, Adaś był coraz słabszy, nie chciał jeść, skarżył się nadal na ból gardła i że mu zimno, nic dziwnego, gorączka zbytnio nie odpuszczała. Podejrzewaliśmy szkarlatynę, ponieważ objawy właśnie na nią wskazywała, a podobno w przedszkolu kilka dzieci w ostatnim czasie na nią chorowało.
Mąż pojechał około 18 na pogotowie gdzie pani doktor potwierdziła nasze podejrzenia, przepisała antybiotyk - Amotaks 500mg/5ml i zaleciła podawać 3 razy dziennie, co 8 godzin po 4 ml. Już po pierwszej dawce antybiotyku było dużo lepiej, gorączka odpuściła i samopoczucie Adasia też było już dużo lepsze.
Teraz już jest całkiem dobrze, wysypka powoli schodzi i wrócił dawny Adaś, choć nie ukrywam, że było ciężko.
piątek, 7 lutego 2014
"Błędy mamy i taty. Praktyczny poradnik dla rodziców" Astrei Gianni i Antonella, Diano Pierluigi
Za poradnikami zbytnio nie przepadam, ale ten wyjątkowo chciałabym Wam polecić. Warto go mieć i do niego zaglądać aby poprawić swoje relacje z dzieckiem i stać się jeszcze lepszym rodzicem.
"Czy błędy popełniają dzieci, podczas gdy my, rodzice, jesteśmy nieomylni?
Tak naprawdę wszyscy wiemy, że to nieprawda. Dostrzeżenie własnego błędu, przyznanie się do niego i gotowość do zmiany postępowania będą wyrazem naszej miłości i odpowiedzialności wobec dziecka, któremu daliśmy życie, a które teraz chcemy uczynić szczęśliwym.
Błędy mamy i taty to książka dla rodziców dzieci w wieku do 10 lat. Poradnik omawia błędy popełniane w codziennym życiu, uczy budowania prawidłowej relacji z dzieckiem, by zapewnić mu emocjonalną stabilność i budować wiarę we własne siły."
W sumie ten opis, który znajduje się z tyłu książki mówi o niej bardzo dużo. Ja chciałabym jeszcze dodać od siebie, że często mówimy lub robimy jakieś rzeczy bez większego zastanowienia a mogą mieć one negatywny wpływ na nasze dziecko. Z niektórymi opisanymi błędami wychowawczymi nie do końca się zgadzam, ale to może opiszę innym razem bo na pewno chciałabym kilka postów poświęcić właśnie tej książce i błędom popełnianym przez rodziców, które zostały w niej opisane.
"Czy błędy popełniają dzieci, podczas gdy my, rodzice, jesteśmy nieomylni?
Tak naprawdę wszyscy wiemy, że to nieprawda. Dostrzeżenie własnego błędu, przyznanie się do niego i gotowość do zmiany postępowania będą wyrazem naszej miłości i odpowiedzialności wobec dziecka, któremu daliśmy życie, a które teraz chcemy uczynić szczęśliwym.
Błędy mamy i taty to książka dla rodziców dzieci w wieku do 10 lat. Poradnik omawia błędy popełniane w codziennym życiu, uczy budowania prawidłowej relacji z dzieckiem, by zapewnić mu emocjonalną stabilność i budować wiarę we własne siły."
W sumie ten opis, który znajduje się z tyłu książki mówi o niej bardzo dużo. Ja chciałabym jeszcze dodać od siebie, że często mówimy lub robimy jakieś rzeczy bez większego zastanowienia a mogą mieć one negatywny wpływ na nasze dziecko. Z niektórymi opisanymi błędami wychowawczymi nie do końca się zgadzam, ale to może opiszę innym razem bo na pewno chciałabym kilka postów poświęcić właśnie tej książce i błędom popełnianym przez rodziców, które zostały w niej opisane.
P.S. Czekam na Wasze porady w sprawie sadzania dzieci na nocnik, o której pisałam w poście
środa, 5 lutego 2014
Stroje karnawałowe
| KARNAWAŁ 2011 |
Wczoraj Adaś w przedszkolu miał bal przebierańców i tak wzięło mnie na wspominki jak to było w latach ubiegłych za kogo był przebrany.
Zazwyczaj mieliśmy problem z tym jaki strój karnawałowy wybrać dla chłopca, wydaje mi się, że dla dziewczynki jest łatwiej, choć o tym się przekonam jak już Anetka będzie w wieku przedszkolnym.
Przedstawiłam Wam zdjęcia stroi, w których Adaś wystąpił na balach przebierańców w trzech ostatnich latach, z tego roku niestety jeszcze nie mamy zdjęcia, może dziś uda mi się zrobić zdjęcia.
Jak widać na zdjęciach w 2011 roku Adaś był przebrany za klauna, rok później miał strój kowboja inspirowany postacią Chudego z "Toy Story" choć niestety koszula nie żółta. No a rok temu Adaś był żołnierzem.
| KARNAWAŁ 2012 |
| KARNAWAŁ 2012 |
| KARNAWAŁ 2013 |
| KARNAWAŁ 2013 |
poniedziałek, 3 lutego 2014
Czas na nocnik...
Kiedy zaczęłyście sadzać swoje pociechy na nocnik? Kiedy zaczęły wołać, że chcą siku lub kupę?
Anetka ma czternaście miesięcy i jak na razie nocnika unika... Chwilkę posiedzi, ale w ubraniu, gdy pampers jest ściągnięty zbytnio nie chce siedzieć na nocniku, dlatego nie chcę jej sadzać na siłę na nocnik, żeby się do niego nie zraziła...
Gdy robi kupkę to oczywiście widać, ale nie chcę jej przerywać tej czynności, biec po nocnik i szybko ją rozbierać i sadzać na nocnik.
A może powinnam??? Co o tym myślicie???
Jak było u Was, jak zachęcałyście dzieci, żeby siedziały na nocniku??? Macie jakieś sprawdzone sposoby??? Będę wdzięczna za rady... Adaś ma już sześć lat i dokładnie nie pamiętam jak to było gdy On był mały, zresztą On był zupełnie innym dzieckiem, mogłam go posadzić na nocnik, dać mu zabawkę lub książeczkę i chwilę siedział na nocniku, Anetkę czymś zainteresować, żeby siedziała i się bawiła jest bardzo ciężko, Ona woli zabawy w ruchu :-)
Gdyby już raz nam się udało zapewne byłoby łatwiej gdyby Anetka zobaczyła zachwyt i zadowolenie na naszych twarzach...
Anetka ma czternaście miesięcy i jak na razie nocnika unika... Chwilkę posiedzi, ale w ubraniu, gdy pampers jest ściągnięty zbytnio nie chce siedzieć na nocniku, dlatego nie chcę jej sadzać na siłę na nocnik, żeby się do niego nie zraziła...
Gdy robi kupkę to oczywiście widać, ale nie chcę jej przerywać tej czynności, biec po nocnik i szybko ją rozbierać i sadzać na nocnik.
A może powinnam??? Co o tym myślicie???
Jak było u Was, jak zachęcałyście dzieci, żeby siedziały na nocniku??? Macie jakieś sprawdzone sposoby??? Będę wdzięczna za rady... Adaś ma już sześć lat i dokładnie nie pamiętam jak to było gdy On był mały, zresztą On był zupełnie innym dzieckiem, mogłam go posadzić na nocnik, dać mu zabawkę lub książeczkę i chwilę siedział na nocniku, Anetkę czymś zainteresować, żeby siedziała i się bawiła jest bardzo ciężko, Ona woli zabawy w ruchu :-)
Gdyby już raz nam się udało zapewne byłoby łatwiej gdyby Anetka zobaczyła zachwyt i zadowolenie na naszych twarzach...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


