poniedziałek, 31 marca 2014

Szesnaście miesięcy razem

Wczoraj Anetka skończyła szesnaście miesięcy, więc czas napisać co tam u Niej słychać. Na szczęście na razie z chorobami się pożegnaliśmy (odpukać), więc mam nadzieję, że teraz będzie trochę bardziej optymistycznie na moim blogu.

 Rośnie nam "Kruszynka", rośnie... a co poza tym... Mówi coraz więcej, potrafi między innymi już powiedzieć:
  • Adam
  • mama
  • tata
  • baba
  • dziadzia
  • pi pi (ptaszek)
  • ka ka (kaczka)
  • ciap ciap (kąpiel)
  • mniam mniam
  • dy dy (smoczek)
  • tu tu (pić)
  • pa pa
  • nie wiem
  • ciapa (czapka)
  • kuka (kurtka)
  • be be (kupa)
  • NIE - ulubione słowo niestety :-(
Ruchowo też całkiem dobrze się rozwija, potrafi wejść na drabinę, łóżko, a dziś udało jej się wspiąć na półeczkę w wózku, czego oczywiście nie może robić. Nadal ćwiczy wymuszanie płaczem, aby postawić na swoim i skarży na Adasia jak coś jej się nie podoba co robi.

Udało się nam Anetkę przestawić na jedno spanie w ciągu dnia, już dawno nad tym myślałam, zresztą pisałam o tym w poście - Ile powinno spać dziecko w dzień? jednak dopiero jakieś dwa tygodnie temu się na to zdecydowałam i jestem bardzo zadowolona, Mała zasypia około 12 i śpi zwykle prawie dwie godziny, więc spokojnie po południu można sobie coś zaplanować, czy choćby odebrać Adasia z przedszkola i iść na spacer.
 

środa, 26 marca 2014

Wirusowe czy bakteryjne zapalenie gardła

Wszystko zaczęło się w nocy z wtorku na środę o czym już wspominałam w poście Śmiać się czy płakać? jak pisałam w czwartek byliśmy u lekarza, który zdiagnozował wirusowe zapalenie gardła i przepisał Neosine (3x5ml), Hasco Sept (4x2) i Chlorochinaldin (4x1). 

Niestety zbytnio Adasiowi się nie poprawiło, nadal miał gorączkę, około 38,5 stopni, gardło też go bolało, choć trochę mniej (kaszlu, kataru nie miał). Adaś nie należy do osób, które z byle powodu mają gorączkę, coś musi go poważnie pozbierać żeby ją miał, a przez cztery dni na okrągło to chyba jeszcze mu się nie zdarzyło, więc w sobotę po południu pojechaliśmy na pogotowie, żeby jeszcze raz go ktoś przebadał bo ile można jechać na Nurofenie. Na pogotowiu cały korytarz ludzi, więc udaliśmy się do szpitala, gdzie było znacznie mniej osób, tam go przebadali i pobrali krew do zbadania aby stwierdzić czy trzeba podać antybiotyk czy wystarczy to co ma. Niestety po 3 godzinach w szpitalu okazało się, że zapalenie gardła jest jednak bakteryjne a nie wirusowe i dostał antybiotyk - Zinnat 250 mg/5 ml (2x5ml). Wiem, że za granicą przeważnie robią dzieciom wymazy z gardła, aby stwierdzić czy chorobę powodują wirusy, czy też bakterie i wtedy trzeba podać antybiotyk, by pomóc organizmowi, szkoda że u nas jest inaczej.

Najgorsze były noce bo Adaś jak jest chory rzuca się po łóżku, mówi, krzyczy, stęka przez sen... Jak idzie do ubikacji to znajduje się w łazience lub w kuchni i tam zaczyna płakać a rano nic nie pamięta z tego co się działo.

Teraz jest już całkiem dobrze, do końca tygodnia Adaś ma jeszcze zostać w domu. Tak więc 9 lutego zaczęło się od szkarlatyny Adasia, później zapalenie oskrzeli Anetki a teraz bakteryjne zapalenie gardła... i tak choroby zmieniają się u nas do dziś, może od przyszłego tygodnia już będzie lepiej.

czwartek, 20 marca 2014

Śmiać się czy płakać?

We wtorek byliśmy z Anetką do kontroli, pani doktor powiedziała, że osłuchowo już jest wszystko dobrze, a w nocy z wtorku na środę Adaś dostał gorączkę i skarżył się na ból gardła, innych objawów brak, nie kaszle, nie ma kataru, więc dziś znów idziemy do lekarza bo gorączka cały czas się utrzymuje, oczywiście jeśli przestaje działać nurofen (około 38 stopni), zobaczymy co nam powie :-( Po szkarlatynie Adasia, Anetka miała zapalenie oskrzeli a teraz znów Adasia coś dopadło, jak nie jeden to drugi chory, ale co mi pozostało, muszę dać radę, jeszcze kilka ciężkich dni i nocy i mam nadzieję, że będzie lepiej...

Na zakończenie coś żeby było trochę optymistycznie...
Nie sądziłam, że kilka słów usłyszanych w szczerej rozmowie może tak zmienić moje nastawienie. Nie przypuszczałam, że aż tak optymistycznie mogą wpłynąć na mnie słowa, które wypowiedziała osoba, na której bardzo mi zależy. Miło czasami usłyszeć, że zmieniło się czyjeś życie na lepsze, że odkąd jestem On jest lepszym człowiekiem. Wiem, że kocha, ja też kocham ale po tym co usłyszałam zakochałam się ponownie - bo według mnie zakochanie i miłość to nie to samo...

poniedziałek, 17 marca 2014

Z życia wzięte...

Dziś bardzo krótko na temat mojej obserwacji Anetki w sytuacji gdy któryś z rodziców śpi lub próbuje spać...

Gdy śpi mój mąż Anetka chodzi i szepta:
"Tata, aaa... ciii..." - co znaczy tata śpi, trzeba być cicho.

Gdy mama położy się i zamknie oczy bo o spaniu może tylko pomarzyć Anetka woła:
"Mama! Mama!! Mama!!! MAMA!!! MAMA!!! MAAAMAAA...!!!" - co to znaczy do końca nie wiem, ale wygląda to tak jakby Anetka wpadała w panikę, że coś jest nie tak, że przecież mama nie może spać, nie może leżeć, nie może mieć zamkniętych oczu...

piątek, 14 marca 2014

Znów chorobowo :-(

Dawno nic nie pisałam a to dlatego, że u nas znów chorobowo... Nie tak dawno Adaś uporał się ze szkarlatyną a teraz Anetkę dopadło - ponownie zapalenie oskrzeli :-(

Zaczęło się w ubiegłą sobotę, miała zły humor, gorszy apetyt i gorączkę około 38 stopni. Na początku kaszlała tylko podczas snu, więc doszło niewyspanie i jeszcze gorsze samopoczucie Anetki i jej rodziców :-( ciężko mi było słuchać jak dziecko kaszle i przez to się budzi a ja nie mogę jej pomóc.

W poniedziałek poszłyśmy do lekarza... okazało się, że to znów coś z oskrzelami, pani doktor przepisała Pulneo (3x11'), Flegaminę (2x3,5ml), Zyrtec (1x10' na noc), inhalacje za pomocą nebulizatora (Pulmicort - 2 ml + Berodual - 8') i ewentualnie na noc lek przeciwkaszlowy Sinecod (1x15') i kazała przyjść we wtorek aby zobaczyć czy jest lepiej czy gorzej. Niestety następnego dnie było jeszcze gorzej więc musieliśmy zastosować antybiotyk - Amoksiklav (2x3,5 ml) i dodatkowo Hasco Sept (3x2). Dziś byliśmy do kontroli, jest już dużo lepiej, ale jeszcze do wtorku mamy podawać antybiotyk i jeszcze raz się pokazać, żeby ją osłuchać. Mam nadzieję, że już wszystko będzie dobrze.

Teraz marzę o spokojnej nocy, żeby dzieciaczki nie chorowały przynajmniej przez miesiąc. Męczące fizycznie ale chyba głównie psychicznie są te choroby dzieci :-( Już nie wspominając o naszym życiu towarzyskim, jak nie Adaś jest chory, to Anetka lub mąż musi pracować nadliczbowe, jak tak dalej pójdzie to stanę się odludkiem ;-)

sobota, 8 marca 2014

Rozmiar rozmiarowi nie równy

Czy Was też to drażni? 

Kupuję ubranko na przykład w rozmiarze 86 a gdy przyjdę do domu okazuje się, że dane ubranie jest prawie w rozmiarze 92 lub mniejsze niż niektóre jakie już mam w rozmiarze 80. Staram się kupować nie tylko po rozmiarze, ale również na oko, jednak nie zawsze jest to takie łatwe. 
Najbardziej mnie denerwują rozmiary butów, Anetka ma chyba trzy pary w rozmiarze 20 i każde są inne jeśli chodzi o wielkość. 

Myślę, że gdyby były jakieś wytyczne jeśli chodzi o rozmiary (może są, nie wiem, nie zauważyłam tego) byłoby mi o wiele łatwiej kupić na przykład obuwie, bo nie zawsze mam ochotę i możliwość brać tak małe i ruchliwe dziecko na zakupy i zmuszać ją do przymierzania kolejnych par butów. A co najciekawsze, zauważyłam nawet, że buty z tej samej firmy, w tym samym rozmiarze różnią się wielkością.

Na szczęście zawsze pozostaje jeszcze możliwość zwrotu lub wymiany zakupionej rzeczy. Jeśli ubranka są większe, oczywiście jest to mniejszy problem, niż gdy są mniejsze i dziecko ma je "na teraz" a za miesiąc zapewne już z nich wyrośnie.

P.S. Na koniec chciałam Wam przypomnieć krótkiego posta z tamtego roku Komunistyczne Święto Kobiet :-)

środa, 5 marca 2014

Co czytać dzieciom (część 7) - "Ciocia Jadzia. Szkoła"

"Ciocia Jadzia. Szkoła"

Autor: Eliza Piotrowska
Wydawca: Media Rodzina

Dziś chciałabym Wam przedstawić książkę Elizy Piotrowskiej pod tytułem "Ciocia Jadzia. Szkoła". Przy okazji pisania tego postu dowiedziałam się, że autorka napisała również w tej serii jeszcze dwie  książki:

  • "Ciocia Jadzia"
  • "Ciocia Jadzia. Tęcza".


Książka opowiada o Cioci Jadzi, która dostaje nową pracę - zostaje woźną w szkole oraz o jej bratanicy, która właśnie idzie do pierwszej klasy i to Ona jest narratorem w tej książce. Dziewczynka razem z ciocią przeżywa pierwsze dni w szkole oraz ciekawe i zabawne historie związane z nauczycielami, pozostałymi pracownikami szkoły i innymi uczniami.

Książka składa się z ośmiu rozdziałów:

  • Kotłownia
  • Sklepik
  • Teatrzyk
  • Prima Aprilis
  • Wycieczka
  • Urodziny
  • Wyrostek
  • Nagroda


Książka napisana jest w sposób humorystyczny zarówno dla dzieci jak i dla rodziców. Teksty, które najbardziej mi się spodobały, to między innymi:

  • "Wykształcenie to coś, co każdy chce mieć. Ale jak już je ma, to potem ciągle narzeka."
  • "Depresja to choroba, którą leczy się czekoladą"
  • "Apel to takie spotkanie, na którym mówi tylko jedna osoba, a reszta musi słuchać. Trochę jak w kościele. Tylko, że w kościele mówi ksiądz, a na apelu pan dyrektor"
  • "Obcisły umysł musi być przecież bardzo niewygodny. Kiedyś miałam takie spodnie, to wiem."
  • "Dorośli lubią być mądrzejsi od dzieci. Wtedy jest zabawa. Ale kiedy jeden dorosły jest mądrzejszy od drugiego - to wtedy jest kłótnia."
Jeśli wpadnie Wam ta książka w ręce to zachęcam do przeczytania, ale raczej specjalnie bym jej nie kupowała. Może uda nam się wypożyczyć i przeczytać inne książki z tej serii, bo na pewno ich plusem jest poczucie humoru, które wywołuje uśmiech na twarzy dziecka i rodzica, choć zauważyłam, że w większości inne fragmenty mnie rozbawiły a inne Adasia :-)

piątek, 28 lutego 2014

Rok blogowania

28 lutego 2013 roku zaczęła się moja przygoda z blogowaniem, więc jak łatwo się domyślić, dziś mam małą rocznicę, choć trudno mi uwierzyć, że ten rok tak szybko minął... Nadszedł czas na kolejne podsumowanie, wcześniejsze wpisy na ten temat możecie znaleźć tu:

Przez ten rok opublikowałam 79 postów, mam sporo pomysłów na kolejne wpisy, niestety gorzej jest ze znalezieniem czasu na ich napisanie. Ilość komentarzy pozostawiona pod moimi postami jak do tej pory to 325, natomiast łączna liczba wyświetleń mojego bloga wynosi 4007 z czego jestem zadowolona i cieszę się, że w ogóle ktoś czyta to co piszę, za to Wam bardzo dziękuję. W szczególności chciałam podziękować blogerką, które regularnie mnie odwiedzają i komentują moje posty, a są to mamy, których blogi znajdziecie poniżej, zachęcam do zajrzenia:

Najczęściej czytane przez Was posty na moim blogu w tym rok to:

Na koniec nieskromnie chciałabym sobie życzyć na kolejny rok dużej liczby ciekawych postów, jeszcze większej liczby odwiedzin i komentarzy niż w tym blogowym roku, który już minął. 
Blogowanie mnie wciągnęło, gdy zaczynałam nie spodziewałam się, że aż tak bardzo mi się to spodoba. 
I oczywiście jeszcze raz chciałabym podziękować wszystkim i każdemu z osobna za odwiedziny - DZIĘKUJĘ!

środa, 19 lutego 2014

Przychodnia lekarska - gdzie tu sens a gdzie logika?

Wiem, że zapewne nie w każdej przychodni tak jest i na pewno są inne, lepiej działające, itd. Dlatego też myślę nad przeniesieniem dzieci do jakiejś innej od dłuższego czasu, a z każdym telefonem, wizytą coraz bardziej się do tego przekonuję...

Nie zacznę od początku, tylko raczej od końca... Dziś dzwoniąc do przychodni, żeby zarejestrować się z Adasiem do lekarza, jak pamiętacie ma szkarlatynę (chorobę zakaźną) i niestety prawie po 10 dniach stosowania antybiotyku wysypka nadal jest, więc chciałam to skontrolować czy wszystko jest dobrze... ale wracając do mojego telefonu... dowiedziałam się, że nasza ulubiona (wydaje nam się najbardziej kompetentna, kontaktowa i miła) pani doktor przyjmuje dzieci chore od 8.00 do 9.00 i już nie ma wolnych miejsc, później do 11.00 przyjmuje dzieci zdrowe, ale udało nam się zapisać do innej lekarki na godzinę 9.30 :-) Przechodząc do sedna sprawy, w czym w ogóle jest problem i czego się czepiam. Chodzi mi o to, że obie panie przyjmują obok siebie, drzwi w drzwi, więc Adaś chory na szkarlatynę będzie sobie siedział spokojnie na krzesełku obok zdrowego dziecka, które przyszło na szczepienie, bilans, po skierowanie, jakąś receptę, itp. Mam nadzieję, że nikogo nie zarazi i liczę, że jak ja następnym razem pojadę ze zdrowym dzieckiem do przychodni to także się tam niczego nie nabawi.

Kolejnym problemem jest to, iż najlepiej rejestrować się do lekarza tydzień przed rozpoczęciem choroby dziecka (co oczywiście nie jest zbyt możliwe jeśli ktoś nie posiada zdolności przepowiadania przyszłości) lub ewentualnie pojawić się jak już dziecku samo przejdzie, oczywiście jeśli przejdzie i to nic poważnego. Dziś akurat mi się udało, jestem z siebie mega dumna, ale przeważnie wolny termin jest za jakieś trzy lub cztery dni.

Co do kompetencji i podejścia do pacjenta - do dziecka też mam zastrzeżenia, ale to nie do wszystkich lekarzy, więc na ten temat nie będę się wypowiadała.

Z jednej strony trochę mi szkoda teraz zmieniać przychodnię, z Adasiem chodziłam tam od urodzenia, Anetę też tam zapisałam... ale chyba tak będzie lepiej. Tylko muszę znaleźć tą lepszą, żeby nie okazała się gorsza od tej. I jak wiadomo nie tylko o organizację przychodni tu chodzi ale także o dobrego lekarza pediatrę.

piątek, 14 lutego 2014

Szkarlatyna (płonica)

Wszystko zaczęło się w niedzielę, choć pewnie trochę wcześniej, zapewne w przedszkolu, bo podejrzewam, że właśnie tam Adaś się zaraził. 
W każdym razie w niedzielę koło południa zaczął się skarżyć na ból brzucha i ból gardła, po południu do objawów doszła jeszcze gorączka, około 39 stopni i pogorszenie samopoczucia. Noc była ciężka, choć dopóki działał nurofen nie było tak źle. Rano znów Adaś miał gorączkę, do lekarza udało nam się umówić dopiero na wtorek po południu. W poniedziałek, po 24 godzinach, więc książkowo pojawiła się wysypka na całym ciele, Adaś był coraz słabszy, nie chciał jeść, skarżył się nadal na ból gardła i że mu zimno, nic dziwnego, gorączka zbytnio nie odpuszczała. Podejrzewaliśmy szkarlatynę, ponieważ objawy właśnie na nią wskazywała, a podobno w przedszkolu kilka dzieci w ostatnim czasie na nią chorowało. 
Mąż pojechał około 18 na pogotowie gdzie pani doktor potwierdziła nasze podejrzenia, przepisała antybiotyk - Amotaks 500mg/5ml i zaleciła podawać 3 razy dziennie, co 8 godzin po 4 ml. Już po pierwszej dawce antybiotyku było dużo lepiej, gorączka odpuściła i samopoczucie Adasia też było już dużo lepsze. 
Teraz już jest całkiem dobrze, wysypka powoli schodzi i wrócił dawny Adaś, choć nie ukrywam, że było ciężko.